AEGIS VII – recenzja i AAR

Jeden z zaległych tekstów, które powoli będą się pojawiały na blogu:)

WSTĘP

W dniach 24-26 maja nasza grupa brała udział w AEGIS VII (Unplugged) w sile 16 graczy, dodatkowo wzmocnionych przez 3 operatorów z Spezial Gruppe 3. To nasz drugi wyjazd na AEGIS VII (Unplugged) – poprzedni był pod Ostródą, ten zaś na terenie byłego poligonu pod Warszawą.
Poprzednia edycja pozostawiła nam bardzo mieszane odczucia – złe w sprawie przygotowań przed AEGISEM, świetne nt. samej rozgrywki, mieszane nt. wyniku. Większość naszych graczy zdecydowała się na powrót na pole walki pomiędzy Nazewem i Bałucją (choć tym razem po przeciwnej stronie).

Czytaj dalej

Programy do nawigacji


Dla wielu komórki w ASG przydają się głównie by zrobić sobie słit/kul focie, dowodzącą iż było się na strzelaniu. Dla innych to narzędzie do komunikacji z dowódcą – ma to mniej klimatu niż używanie radia, ale za to zazwyczaj jest bardziej niezawodne i bez ryzyka podsłuchania (acz nie zawsze ma się zasięg).
To powiedziawszy, jak myśli się o wykorzystaniu telefonu w rozgrywkach ASG, to przede wszystkim myśli się o nawigacji. W obecnych czasach większość telefonów to smartfony, a te zazwyczaj mają możliwość odbioru sygnału GPS. Jednak możliwość sprzętu, to jedna para kaloszy – druga to odpowiedni program. Podczas różnych gier ASG testowałem kilka aplikacji, które bardziej lub mniej nadawały się do użytkowania w ASG. I w tym artykule chciałbym o nich pokrótce opowiedzieć

Czytaj dalej

Podsumowanie roku 2018

Jak co roku, grudzień to czas podsumowań – także dla ASG-Olsztyn. Rok 2018 to był  13 rok działalności naszej grupy – i to kolejny bardzo aktywny. Już tradycyjnie dla tych podsumowań, na początku trochę statystyk: w roku 2018 zorganizowaliśmy 39 strzelań, w tym 6 CQB, 2 SemiMilsimy, 3 strzelań wieczornych lub nocnych i 5 strzelań z dużym scenariuszem – w tym 2 Tomaszkolandie. Wzięliśmy udział w 11 strzelaniach organizowanych przez inne olsztyńskie grupy – co przekłada się na 78% – w granicach błędu, ten procent pozostaje już 3 rok z rzędu niezmienny. Wyjechaliśmy także na 5 zlotów ogólnopolskich – w tym na dwie największe w  naszym kraju.

Czytaj dalej

Relacja i AAR z AEGIS V Unplugged

RECKA i AAR z AEGISA
WSTĘP
AEGIS V (Unplugged)​ cykliczną imprezą organizowaną przez Legion Pretorians​. Grupa ta wywodzi z paintballa, nim przeszła do ASG, zorganizowała około 20 podobnych imprez paintballowych. Był to pierwszy AEGIS w którym wzięliśmy udział. AEGIS jest lekko dziwną mieszanką milsimów, elementów survivalu oraz strzelanki, nastawioną nie tyle na strzelania co na liczne zadania. Unplugged oznacza, iż zakazana jest noktowizja, termowizja,(co było wiadome na początku) ale także kolimatory, kamery czy też podświetlenia(!) lunet. Jako, iż obecnie trudno już dostać dobrą lunetę ASG bez podświetlenia, spowodowało to lekkie podenerwowanie naszych snajperów (czyt. Vim zaczął już szukać kogoś na ich miejsce), ale ostatecznie dopuszczone takie lunety bez baterii.

Tym co nam sprzedało AEGIS (oprócz bliskości – gra odbywała się pod Ostródą) były zapowiedź niszczycieli – aka walka na wodzie. Niestety, gdy opublikowano regulamin, okazało się iż piękne nadzieję zeszły na niczym, gdyż ze względu bezpieczeństwa, zakazano pancerników – na ten czas, w naszej grupie było zgłoszonych 4 łódki, w tym 2 motorowe (w sumie mieliśmy więcej miejsc na łódkach niż chętnych). Niestety, w związku z takim regulaminem, plany powołania 1 Floty ASG-Olsztyn spaliły na panewce. Trochę szkoda, ale w sumie jest to zrozumiałe, gdyż prawdopodobieństwo wypadku, nie było takie małe.

Niezależnie od tego, nawet po zamknięciu list pojawiali się kolejni chętni. Na szczęście orgowie, okazali się wyrozumiali i dopuszczali kolejne osoby. W sumie od nas było zgłoszonych 16 osób, ale na tydzień przed imprezą musiał zrezygnować Oskar. Skład wyszedł więc 15 osób – od weteranów pokroju Vim, Ulat czy Pisanka po Hansa, dla którego był to pierwszy zlot ASG i jedne z pierwszych spotkań ASG. Zapisaliśmy się do Bałucji, gdzie w praktyce stworzyliśmy samodzielną grupę operacyjną (czyt. pluton). Z tych czy innych przyczyn, nie udało się stworzyć plutonu olsztyńskiego wraz z Spezial Gruppe 3​ i Straszydło Combatientes Desperados​. W teorii miała z nami działać grupa BRT, ale jedyny reprezentant tamtej grupy działał z nami tylko podczas jednego kontaktu, a potem zniknął.

Powoli następowała organizacja strony i sztabu przed imprezą, w której aktywnie uczestniczył Vim (odpowiadający (udajemy zdziwienie) za opracowanie punktów GPX i map do garmina i dla telefonów dla Bałujci). Choć przez pewien czas postęp wydawał się niewystarczający, to ostatecznie wszystko potrzebne rzeczy (mapy, częstotliwości(zmiany co 12h), podział zadań, kryptonimy, kodowania, wywoływania, oznaczenia(zarąbiste naszywki) etc.) zostało ustalone na dwa dni przed imprezą. Trochę późno, bo część zostały ustalone dokładnie 2 dni przed imprezą, więc brakło czasu by przeprogramować radia, zapamiętać kryptonimy etc. – a co za tym idzie trzeba było wszystkie dane pochować w trudno dostępnych miejscach (umundurowania):).

Na około tydzień przed imprezą, wyszły dwie sprawy, których nie byliśmy świadomi – przede wszystkim, iż nie można wracać na parking pod karą usunięcia z imprezy. Po przeszukaniu regulaminów, wpisów, rozkazów, maili etc. okazało się że orgowie zapomnieli o tym poinformować. Gdy sprawa została dana na forum publicznym wybuchła spora kłótnia z “weteranami” – nie z orgami – Ci przyznali, że o tym nie poinformowali i zaproponowali “kompromis” (zawiezienie narzędzi i replik zapasowych do HQ, możliwość zejścia w przypadkach awaryjnych z możliwością powrotu), który został przez nas “zaakceptowany” (nie żebyśmy mieli wybór). To powiedziawszy, takie sprawy powinny być z góry ogłaszane, by ludzie mogli się odpowiednio przygotować. Z rozmów z innymi grupami, wynikało iż nie świadomość tego była powszechna pośród innych grup, które jechały pierwszy raz. Rozumiemy i akceptujemy, iż orgowie, mają prawo ustawiać dowolne reguły, rozumiemy i akceptujemy
powody (acz się z nimi nie zgadzamy), dla których to zrobili, ale nie zmienia to faktu, iż powinno to być ogłoszone wcześniej

Inną negatywną kwestią była reakcja “weteranów” poprzednich imprez Legionu Pretorianów, gdyż wielu się wypowiedziało, zarzucając nas:
– że nie przeczytaliśmy regulaminów starszych imprez
– że w ogóle paintball to jest to, a asgeje są be
– gdybyśmy czytali rozkazy, to byśmy wiedzieli o tym
– a w ogóle to nowicjusze nie powinni nic pisać
– no i oczywiście uprawiamy pluszowe ASG
Sprawiło, to wrażenie baardzo toksycznej społeczności.

Po rozważeniu wszystkich faktów, podjęliśmy decyzję że jedziemy, a rozwiązaniem problemu nie możliwości powrotu parkingu, było wzięcie parkingu ze sobą:) Innymi słowy zabranie przyczepki. Poza tym było też sporo żartów pokroju, iż Vim szybko da recenzję, bo już ma ją napisaną, tyle było niechęci.

Po przyjechaniu w piątek przed rozgrywką, zarejestrowaliśmy i przechronowaliśmy się. Genialnym pomysłem Pretoriansów było zapełnienie dla chętnych darmowych kamizelek pomarańczowych. W ten sposób, naprawdę nikt nie miał prawa wymówki co do kamizelki – acz oczywiście w polu widziałem martwych zakładających żółte kamizelki. Chrono zaś prawie przyprawiło o zawał Matiasa, gdy pokazało mu 650 fps. Na szczęście po kilku strzałach wróciło mu do normy – 560 fps:)

Ogólnie widać było, iż impreza była przygotowywana sporym wysiłkiem dużej liczby osób. Koło 11 zorganizowano krótki apel, na którym m.in. przywitano wszystkich, przypomniano podstawowe zasady, a także proszono by na necie nie pisać o nieuczciwościach innych graczy (cytując “Kaspar, spokojnie, bo ci żyłka pęknie” -jest to jedna prośba, którą nigdy nie zamierzam spełnić – kłótnie, są niestety ważną częścią odbierania jak wyszła dana impreza, pisanie relacji bez nich byłoby oszustwem).

I tak ze ze sporą liczbą obaw rozpoczęliśmy rozgrywkę.
I się bardzo pozytywnie zaskoczyliśmy

OGÓLNIE O ROZGRYWCE
– By nie było – tu niżej znajdzie się sporo negatywów, gniewów etc. Nie zmienia to faktu, iż cała impreza była bardzo udana i wszyscy z naszej ekipy wróciliśmy z dużymi bananami na ustach. Ku naszemu zaskoczeniu AEGIS okazał się być więcej niż wart pojechania. Orgowie (których nie było mało), naprawdę włożyli dużo zapału, by gra się odbyła i się podobała. Dużo zadań, sporo świetnych kontaktów, sporo możliwości do świetnych akcji w dzień i w nocy, okazja do biwakowania z kumplami, kilkadziesiąt kilometrów zrobionych – czego chcieć więcej?
– Na tej imprezie odległości były spore – więc się sporo chodziło. Chyba jest to impreza na której zrobiliśmy najwięcej kilometrów ze wszystkich dotychczasowych wyjazdów – bodaj najwięcej zrobił Szymon,a inni na podium byli u nas jeszcze Ulat i Matias – każdy z nich zrobił ponad 50 km
– Jak na ten typ rozgrywki, mieliśmy bardzo dużo kontaktów (choć spora część tych kontaktów była związana z bitwami o lądowisko). Jako drużyna mieliśmy 10 kontaktów ogniowych.
– To co zdecydowanie obniża ocenę rozgrywki to termoska, liczne oskarżenia o termoskę a także o inne oszustwa. Całkiem serio, liczba oskarżeń tutaj często biła CA, a już tam bywało gorąco. To co mnie osobiście najbardziej zdenerwowało, to zarzut, iż za wcześnie zabieramy beczkę z ropą – wg. przeciwników pierwsza była o 19:45. Byliśmy tam wcześniej i wiedzieliśmy iż pierwsza była na 18:00. W teorii wyjaśniliśmy na miejscu (powiedzieliśmy ze znamy godziny i kazałem Pisankowi jeszcze raz sprawdzić na butli, gdyby zgłaszający zastrzeżenia chciał (zaakceptował je), byśmy trupowi pozwolili sprawdzić godzinę na niej), ale po powrocie do bazy, dowiedzieliśmy się że zgłoszono orgom, że oszukaliśmy (butla została przyjęta około 19:00 przez orga). Innymi słowy, jestesmy oszustami, bo ktos nie umie czytać (a to też stawia w innym świetle inne oskarżenia ich, które na miejscu uznaliśmy). Oczywiście, nie we wszystkich kontaktach, kłótnie się pojawiały, nie które były “czyste”, a po kontaktach można było po przyjacielsku pogadać z przeciwnikiem(naprawdę, nie ma jak wymiana doświadczeń po ciężkim i wymagającym kontakcie), ale i tak niesmak pozostał.
– Z drugiej strony, jak to na takich imprez jest, była okazja do walki w ramię, w ramię z innymi dobrymi teamami – jak wiadomo to zazwyczaj jest prawdziwa przyjemność – i za wspólną walkę szczerze dziękujemy. W szczególności podziękowania, idą do teamów Baron 3 i 4 z którymi najczęściej współpracowaliśmy. Kiedy Baron 4 doszedł do nas do ataku na port, ich pewność siebie, była naprawdę budująca:)

Z pomniejszych kwestii:
– Czerwone chusty piratów – o ile rozumiem potrzebę identyfikowania się stron, o tyle nie powinno się używać oznaczeń, które wielu myliły się z pomarańczowymi kamizelkami
– Miejsce trafienia – na AEGISie miejsce trafień ma znaczenie – co było wielokrotnie kłopotliwe. Z życia wzięte, kolega dostał w torbę zrzutową – a my potem się parę minut zastanawialiśmy, czy to był korpus czy noga. Podobna sytuacja była jako ktoś słyszał że dostał a nie poczu tegoł.
– Balans – To rzecz wtórna, i w sumie fakt, iż odbijanie lądowiska było ciężkie sprawił nam sporo radości, ale nie zmienia to faktu, iż nasze lądowisko było o niebo trudniejsze do odbijania niż przeciwnika (a przynajmniej tak oceniamy, widząc tamte drugie tylko w nocy;p)
– Pomysł z królem strzelców i żetonami, był nawet dobry, ale
a) należałoby wydłużyć czas podczas którego,te żetony można zbierać
b) prawie zawsze zbierało się numer, a nie żeton
c) pod koniec to dowództwo nie chciało tych żetonów zbierać
Ulat strasznie się starał aspirować do tego tytułu, ale te problemy wykluczyły go mimo potwierdzony przez resztę drużyny kilkunastu eliminacji.
– Punktacja – W mojej ocenie, to zadania z lądowaniem drona, były lekko za mocne punktowane – wydawało się, iż były oceniane względem zupełnie innej skali.
– Dowództwo – Miałem swoje obawy, ale prawdę powiedziawszy, dowództwo muszę ocenić zdecydowanie pozytywnie. Choć nie zawsze była łączność, to zawsze ktoś był w dowództwie. Biorąc pod uwagę, jaki przemiał tam był, podziwiam jak to dobrze wyszło. A jeśli wierzyć przeciekom (chociaż, biorąc pod uwagę, ile mam źródeł tych przecieków, to nie przecieki, a zerwana tama), to mieliśmy szczęście, że walczyliśmy pod sztandarami Bałucji, a nie Nazewu
– Jagody w HQ to był diabelski pomysł orga – wielu przemokły buty, zanim wyszli na drogę. Śmialiśmy się, iż org specjalnie wybierał jak najgorsze miejsca do HQ (dosłownie po drugiej stronie drogi było lepsze). Ale potem dowiedzieliśmy się, co się dzieje w HQ Nazewa – klątwy Vima by komary tam szły okazały się skuteczne. Szczerze przeprasza.

AAR

Skład GO Filozof

Drużyna 1
Vim (Dowódca GO Filozof i Drużyny 1, Nawigator)
Pisanek (RTO)
Małpa
Olo
Matias (Snajper)
Bosman (RKM)
Szymon (DRM)

Drużyna 2
Ulat (Dowódca drużyny 2 i DRM)
Sławek (Snajper)
Sobota
Denert
Ojciec
Karol
Hans
Przemek

Dzień 1.


Misja nr 1 – Zabezpieczyć Pole Naftowe nr 2.
1. 12:00 Ruszamy z parkingu. Początkowe zadanie: odnaleźć i zabezpieczyć Pole Naftowe nr 2. Drużyna 2 wzmocniona przez Matiasa, Szymona i Ola pcha przyczepkę do HQ, reszta Drużyny nr 1 zabezpiecza pole.
2. 12:50 Udaje się odnaleźć pole naftowe. Spisujemy godziny pojawiania się beczek( 18:00, 19:45, 20:15, 22:00, 22:30, 00:30, 02:00, 05:00). Po tym jak zobaczylismy co robi wiatr z wiątą, po kontakcie z orgami, obniżyliśmy altanę, by była bardziej odporna na wiatr.
3. Około 13 Drużyna 1 przybywa do HQ. Zaczyna ustawiać naszą bazę
4. 14:30 Po nieudanych próbach połączenia się HQ, Drużyna 1 przybywa osobiście do HQ, by zdać raport.

Misja nr 2 – Kontratakować na Polu Naftowym nr 1 zmienione później na zdobycie Ropy z Pola Naftowego nr 2.
1. 15:45 Dostajemy rozkaz kontraktowania na Polu Naftowym nr 1.
2. 16:00 Po oczekiwaniu na inną drużynę (chyba z Leonarda, ale nie dam głowy), okazuję się że Pole Nafotwe nr 1 utrzymane. Mamy tam się udać i “Wspólnie zorganizować przerzut ropy z pól nr 1 i może 2,3”
3. 16:30 Docieramy do Pola nr 1. Obsadzone przez pluton Anioł i bodaj Orzeł. Nie potrzebują wsparcia do transportu beczek o 18:00. Kontakt z Baronem, wykonującym zadanie z Portem
4. 17:00 Dostajemy rozkaz wyruszenia na Pole nr 2.
5. 17:05 Wysunięte czujki Śnieżnych Panter ostrzegają nas, że dalej jest mały oddział przeciwnika.
6. 17:15 Spotykamy ten oddział. Mając sporą przewagę liczebną, podejmujemy decyzję by ich zaatakować. Wybijamy ich bez strat
7. 17:45 Kolejny kontakt z przeciwnikiem – tym razem zasadzają się na nas wzdłuż drogi. Odnosimy mocno pyrrusowe zwycięstwo – tracimy 5 ludzi, z czego 2 w wyniku FF.
8. 18:05 W oddali widzimy kolejnych przeciwników, ale nie szukają oni z nami kontaktu
9. 18:15 Na polu naftowym napotykamy przeciwnika, mniej więcej równego nam siłą. Toczymy bój spotkaniowy. Odrzucamy go do tyłu, zadając mu lekkie straty. Przejmujemy beczkę i wycofujemy się w stronę HQ
10. 18:30 Napotykamy oddział naszych udających się na Pole nr 3 przez Pole nr 2. Ostrzegamy ich.
11. 19:00 Oddajemy beczkę na lądowisku
12. 19:15 Docieramy do HQ. Dowiadujemy się, iż będziemy potrzebni, później, koło północy

Misja nr 3. – Zakłócić komunikację przeciwnika pomiędzy jego HQ a Lądowiskiem Helikopteru oraz Portem
1. 22:15 – Wraz z drużyną z Barona udajemy się na Pole nr 1. W międzyczasie dostajemy nowe rozkazy – zanim zniszczymy wrogi port mamy połączyć się z drużyną Leonarda i odbić nasz port.
2. 23:00 Spotykamy Leonarda. Leonard pokazuje nam pozycję portu przeciwnika wg. przejętej mapy. Łączymy się i udajemy w stronę naszego portu.
3. 23:30 Docieramy do portu. Odzyskujemy go dla Bałucji. Baron dostaje nowe, inne niż nasze rozkazy. Leonard po angielsku wraca do obozu
4. 0:00 Sprawdzamy jedną ścieżkę, gdzie może być wrogi port. Jako, iż wydaje się ślepa, zawracamy (Post Factum – nie była. To była ścieżka do portu)
5. 0:30 Sprawdzamy kolejną ścieżkę, gdzie ma być wrogi port. Idziemy przez bagna, ale nic nie znajdujemy. Co prawda Małpa twierdzi, że coś dalej słyszał, ale dostaje ochrzan, za to że ma zwidy. (Post factum – nie miał zwidów. Prawie na pewno dobrze słyszał, ale my mu nie uwierzyliśmy. Oficjalnie go za to przepraszamy)
6.0:50 Kontakt z wrogim śmigłem.
7. 1:10 Sprawdzamy kolejną ścieżkę gdzie może być wrogi port. Nie ma. Podajemy przez radio pozycję Pola nr 2 Baronowi
8. 1:30 Kontaktujemy się HQ. Ci się pytają czy może bylibyśmy w stanie zniszczyć wrogie lądowisko, które “prawie na pewno jest w 434”.
9. 1:50 Odnajdujemy wrogie lądowisko (w 436). Niszczymy je
10 2:45 Wracając zabieramy beczkę z Pola nr 1. Fotografujemy wzór chemiczny do zadania
11 3:30 Wracamy do bazy.

Misja nr 4. Odbić nasze lądowisko
10:00 Wróg zajął nasze lądowisko. Siły wroga, mniej więcej odpowiadają naszym. Odbijamy lądowisko, odnosząc straty na poziomie 50%

Misja nr 5 Zdobyć paliwo z Pola nr 2.
1.12:45 Dowództwo dostaję cynk, iż w Polu nr 2 jest sporo ropy. Dostajemy rozkaz udać się tam i przy okazji odnaleźć 2 baryłki ukryte przez Barona
2. 14:00 Docieramy na miejsce. Drużyna nr 2 udaje się w stronę ukrytych baryłek i je odnajduje. Drużyna nr 1 oczekuję do 14:00 by wziąć jedną baryłkę.
3. 14:15 Połączenie obu drużyn
4. 14:50 Powrót obu drużyn do HQ

Misja nr 6 Początkowo odnaleźć informatora, zmieniona na odbić lądowisko.
1. 15:40 Dowództwo chce byś odnaleźli infromatora w pobliżu Pola nr 1. Mamy ścigać się o to zadanie z Leonardem. Ruszamy w 6 osób (Ulat, Vim, Matias, Bosman, Szymon, Hans).
2. 15:45 Lądowisko jest zajęte przez wroga. Ulat i Hans dostają, ale reszta się lekko cofa, by najpierw nie pozwolić wrogowi zdobyć żetonów na zabitych, a potem nękać przeciwnika ogniem snajpera.
3. 16:10 Cofamy się do HQ, w nadziei posiłków
4. 16:15 HQ mówi, że zaraz pójdzie tam drużyna Barona i byśmy zebrali wszystkich chętnych do bitki.
5. 16:25 Prócz dotychczasowych dołącza do nas Karol. “Drużyną” Barona okazuję się 2 ludzi. Podejmujemy mimo wszystko próbę.
6. 16:30 Wysyłamy Szymona i Bosmana by okrążyli, przeciwnika od prawej, sami idziemy nękać wroga od centrum.
7. 16:35 Do Szymona i Bosmana dołącza jeszcze Olo i Przemek. Zamiast jednak uderzyć na wrogą od prawej podejmują oni decyzję by okrążyć wroga od tyłu i zaatakować od lewej. Zapominają wspomnieć o tym Vimowi
8. 16:45 Dołacza do nas jeszcze grupa ludzi z Barona (chyba 5-6 osób, ale chyba). Powoli nękamy wroga od przodu, czekając pod ogniem liczniejszego (licząc z oddziałem okrążającym przeciwnik miał sporą (ale też bez wielkiej przesady) przewagę liczebną). Nasi wchodzą od tyłu, wybijając skrzydło, ale sami giną. My uderzając od przodu likwidujemy resztę. W trakcie szturmu (około 17) dołącza do nas Ulat, niosąc KM z którego ochoczo korzysta Vim, który z powodu awarii karabiny musiał ograniczyć swoją aktywność do radosnego podbiegania z magami, gdy komuś kończyła się amunicja. No i do prucia z cymoglocka na 70 metrów przez gęste krzaki.
9. 17:10 – 18:30 W 4 osoby zabezpieczamy lądowisko

Misja nr 7 – Odbić Port
1. 18:30 Przeciwnik skutecznie uderza na port. Dostajemy zadanie wyruszyć i wspomóc Barona 3 w kontrataku na port (który był wtedy naszym jedynym środkiem transportu)
2. 18:45 Dołącza do nas większość ekipy i w 10 osób udajemy się w kierunku portu.
3. 18:50 Tuż przy lądowisku kontakt. Na szczęście Vim spytał się na radiu i okazuję się iż to swoi, którzy wycofywali się po starciach z Nazewu
4. 19:10 Prawdopodobny kontakt na Polu nr 1, ignorujemy
5. 19:30 Spotykamy rozbitego Barona 3. Vim podejmuje decyzję by jednak zaatakować.
6. 19:40 Próba nie udaje się, tracimy 3 ludzi, ale dzięki temu udaje się dokonać rozpoznania terenu.
7. 19:50 Przybywa Baron 4 (4 osoby).
8. 20:10 Podejmujemy próbę ataku z wschodu. Genialna walka, najlepsza na całym AEGISie. Udaje się zwyciężyć, bo od strony bazy w trakcie walki przybyli Małpa, Ojciec i Pisanek, którzy zaatakowali od zachodu. Pomimo ciężkich strat odbijamy port
9. 21:10 -22:30 Powrót do bazy. Zaczyna lać

Misja nr 8 – Napsuć krwi przeciwnikowi
1. 23:30 – 3:30 Dowództwo mówi, iż będzie nas potrzebowało koło 4:30 w nocy, by wraz z Leonardem zrobić walec i przejąć południowe pole bitwy. Ulat postanawia wykorzystać deszcz by przeprowadzić dywersję – korzystając z faktu iż przeciwnik, pewnie schował się do bazy, postanawia zrobić mu jak najwięcej szkód. Bierze pistolet, do ochrony przed deszczem robi wodery z worków na śmieci, bierze ze sobą Matiasa i Szymona(ten bierze swoją obrzyna M14) i idą. Dokładnych godzin nie znam, ale zdołali przynieść 5 beczek z ropą, sprawdzić nasze lądowisko i port, odnaleźć wrogi port i zniszczyć, zniszczyć lądowisko. O ich wysokich moralach, może świadczyć to, iż Szymon miał siłę jeszcze na koniec robić sobie żarty ze swoich towarzyszy, że przez pomyłkę wzięli złą beczkę i muszą ją odnieść:) (Z jakiś względów ten żart im się nie spodobał). Dzięki nim, walec o 4:30 stracił sens

Misja nr 9 Bronić lądowiska
1.8:15 Wraz z plutonem Anioł odbijamy lądowisko.
2 8:20 Bronimy lądowiska.
3. 10:00 Gdy dowództwo szuka chętnych do ataku na wrogie lądowisko, zgłasza się 8 od nas, ale niestety, atak nie dochodzi do skutku, bo przeciwnik przejmuję bombę atomową.
4. 10:10 Sobota zabiera się z Leonardem na drugą stronę jeziora. Tam ma sporo zabawy, wliczając przejazd łódką.
5. 11:50 Nadchodzi ten spodziewany atak z bombą, przed którym na lądowisku skoncentrowało się około 40 ludzi. Atak liczy mniej niż 10 osób, więc część ludzi (w tym Vim i dowódca strony Magnes) myśli że to musi być zmyłka, która ma na celu wyciągnięcie na z obrony,a atak z innej strony zrobi swoje. Mylili się. To był ten atak. Chłopaki przejmują bombę (acz nie wiem czy biegnący Magnes zdołał ją dostarczyć do HQ)
6. 12:10 Kończymy grę. Zgodnie z esprit-de-corps naszej grupy, w polu na koniec znajdują się wszyscy członkowie naszej grupy.

WYNIK
10 Beczek dostarczonych do HQ lub lądowiska
3 Przejęcia Portu lub Lądowiska wroga
1 Współudział w zadaniu specjalnym
5 Odbić naszego Portu lub Lądowiska
10 Kontaktów bojowych jako drużyna, z czego 6 ataków na mocno umocnione pozycję, 1 obrona, 3 boje spotkaniowe.
47 Zabitych Przeciwników
30 KIA u siebie
38 km-54 km przechodzone
0 Utraconych Żetonów
Około 15-17 zdobytych
Pełny skład w boju na niedzielę 12:00

WNIOSKI
– Pisanek świetnie sprawdził się w roli RTO
– ”Nowi” członkowie grupy wyjazdowej ASG-Olsztyn (Karol, Przemek, Sławek, Hans) świetnie się sprawdzili. Szczere gratulacje dla nich
– Z mojej strony chciałbym przede wszystkim pogratulować Szymonowi – wybił się on swoją gotowością nawet ponad innych, w naszej grupie.
– Jeśli na przyszłość będziemy zabierać przyczepkę w pole (nawiasem mówiąc był to pierwszy pojazd bojowy w barwach ASG-Olsztyn xD), to trzeba być chamem i odmawiać innym ludziom podrzucenia ich szpeju

PODSUMOWANIE
Ku naszemu zaskoczeniu, gra AEGIS V Unplugged okazała się być bardzo udana. Na koniec wszyscy opuszczali teren bardzo zadowoleni. Zanim się tam pojawiliśmy powszechne były deklaracje, iż już więcej razy się tam nie pojawimy. Teraz wiemy, iż na pewno wrócimy tam za rok. Gdyby nie kwestie ze zmianą regulaminu i oskarżeniami o oszustwa, to AEGIS miałaby szanse być w TOP5 naszych imprez.

Szczerze i bez bólu możemy polecić tą imprezę innym.