Relacja z Misji Afganistan’19

Tekst opublikowany już jakis czas temu na naszym FP na FB

Wstęp


W dniach 11-14 lipca nasza ekipa wzięła udział w zlocie Misja Afganistan – była to szósta edycja tej imprezy, a druga dla nas. Tego zlotu, raczej nikomu który jest choć trochę dłużej w ASG przedstawiać nie trzeba. Dla nowych graczy wspomnę tu jednak, iż jest to jeden z największych (i wg. wielu najlepszy) zlot w Polsce o charakterze LARPa ASG, podczas którego gracze wcielają się w postacie z różnych frakcji z ostatniej interwencji w Afganistanie. A tych frakcji jest sporo – 4 miasteczka (każde symuluje oddzielne plemię), ISAF (który z kolei dzieli się nad podfrakcje, znam m.in. MP, Specjalsów, QRF, PRT, etc.), Pakistan (ambasada, straż graniczna, przemytnicy), talibów, ONZ, Wayland Corporation, ANA, ANP, ambasada Rosji ( i pewnie jeszcze parę o których zapomniałem). Te wszystkie frakcje łączy skomplikowana sieć zależności, sojuszy, zdrad, wojen, handlu etc. Tym razem zapisy były trochę inne niż poprzednio, poprzez zgłaszanie się do graczy odpowiedzialnych za tę frakcję, co (choć ułatwiło chyba zdobywanie biletów) wprowadziło lekkie zamieszanie.
O ile poprzednio od nas pojawiło się tylko 4 graczy, to tym razem w sumie zapisało się od nas 14 graczy. Dodatkowo, razem z nami miało jechać 2 graczy z Spezial Gruppe 3. Ostatecznie na zlocie od nas pojawiło się 13 graczy – Ulat, Vim, Oskar, Legia, Szymonc, Przemas, Hans, Sławek, Karol, Sobota, Małpa, Jędrzej, Dziku i Karol. Tak, jak rok temu udaliśmy się do cywili strzelających – ale tym razem do miasteczka Forubal. Na miejscu pojawiliśmy się w czwartek w godzinach 15-16. Rejestracja (i chrono) była bardzo szybka, tylko niepotrzebnie narobili Ulatowi nadziei, że może być rusznikarzem. Odbyliśmy dwa apele – jeden w wiosce, drugi na offie. Przy okazji zwiedziliśmy off, wystawiało się tam Taiwangun.com (ciekawy kałasz bez drewna który podobał się Oskarowi i ciekawy SR25 od Cymy, który Ulat by kupił by zobaczyć z czym to się je), Gunfire, sklep od Rekrut_ASG_Shop , WMASG.com (Garand od ICSa na widok którego Vimowi świeciły się oczy;p), bar z dobrym jedzeniem w niewielkiej cenie (stosunek jakości do ceny, na tego typu zlot, wręcz nieziemski). Gra zaczęła się o 22
OGÓLNIE O GRZE i ZLOCIE-Cała gra się podobała i to bardzo. Większość z nas wróciła zachwycona zlotem i klimatem. Wszędzie było widać wysiłek, a także chęć ulepszania zlotu. W tym roku MA było droższe, ale było widać gdzie te pieniądze poszły. Znaczna część problemów była związana nie tyle z organizacją, co z postawą graczy. Szczerze możemy polecić MA innym graczom, z niewielkim zastrzeżeniem, że muszą pamiętać, iż jadą na LARPa
-Z minusów, to niestety coś co osobiście nazywam papierkologią, nie zawsze dotrzymywało poziomu zlotu. Jako przykład podam, iż dwóch graczy od nas zniknęło z jakiegos wzgledu z ostatecznej listy, mimo bycia na poprzednich.
-Należy powiedzieć, iż wiele kwestii z zeszłego roku, do których mieliśmy uwagi zostało poprawionych. Ot, dość powiedzieć o większej liczbie toitoi (które były przy każdym miasteczku, a w sobotę rano były serwisowane), ZNACZNIE lepszych domkach (wytrzymały one naprawdę niezłą ulewe), lepszym pomysle na losowanie na koniec zlotu, fakcie iż zasady zostały spisane w jednym miejscu i rozesłane do wszystkich na tydzień przed zlotem, lepsze lokalizacje poszczególnych frakcji (to akurat jest subiektywna opinia), fakt iż strzelający moździerzem dowiadują się co zrobiły ich pociski etc. Niektóre rzeczy zostały poprawione aż za bardzo. W zeszłym roku, narzekaliśmy na kwestię zezwoleń na broń. W tym roku, były one już na cały zlot (co było fajne), ale za łatwo się je uzyskiwało – za 20 afgani, w trymiga je można było mieć .Jak czytam swoją recenzje z poprzedniego zlotu, to widzę ile wysiłku poszło w ulepszenie tego zlotu. Naprawdę, moje szczere wyrazy uznania.


-W tym roku byliśmy w Forubalu. Pod wieloma względami była to bardzo fajna wioska tfu miasteczko – blisko ISAFu i Pakistanu, fajne rozplanowanie (osobiście pasowała mi do wyobrażenia górskiej wioski w Afganistanie), kilka atrakcji (burdel, kasyno, wypożyczalnia rowerów). Ogólnie – wielu pozytywnych ludzi:). Z drugiej strony, w porównaniu do zeszłego roku, miałem wrażenie, iż nasza lokacja była trochę za bardzo trigger happy. Dla przykładu w zeszłym roku, radykalizacja naszej wioski (Darawni) była efektem całego splotu wydarzeń, która skutkowała tym, iż ISAF chciał odebrać wcześniej nadane nam prawo do obrony wioski. Tym razem, zarówno wyprawa na “wzgórze Onan”, czy wydarzenia z soboty ranna, odbyły się bez jakiś szczególnych prowokacji ze strony ISAFu. I choć piszący tą relację, brał udział w obu tych wydarzeniach, to po refleksji trochę żałuję, że nie poświęcił cennego czasu zlotu na bardziej LARPowe zajęcia (tj. trochę w przypadku obrony wioski w sobotę. Bardzo w przypadku obrony “wzgórza Onan”). Także miałem wrażenie, iż w porównaniu do zeszłego roku mniej było kooperacji pomiędzy miasteczkami. O akcji w stylu wspólny ataku kilku wiosek tak jak podczas zeszłorocznego ataku na CD, to można było tylko pomarzyć. Dodatkowo kwestia dużego namiotu na środku miasteczka chwały nam nie przyniosła (bardzo delikatnie mówiąc). Z pozytywnych kwestii, duży szacunek do mistrzów pirotechniki, którzy mieszkali u nas w wiosce.


-Jeśli byłaby nagroda, dla najlepszego LARPowo miasteczka, to w tym roku zdecydowanie powinna ona przypaść Rukhah – w zgodnej opinii naszej grupy, tamta wioska zdystansowała inne lokacje. Szczerze gratuluje
-Trudno tu wszystkich wymienić, ale fajne interakcje były także, z UNem, Pakistanem (po cichu to w przyszłym roku chcielibyśmy pójść do ewentualnej wioski po stronie Pakistanu;p) czy z Ambasadą Rosyjską.
-ISAF – nie da się ukryć, iż znaczna część zlotu to różne interakcje z ISAFem, I trzeba mu przyznać, iż (poza niżej opisanymi przypadkami) (w mojej subiektywnej ocenie)ISAF stanął na wysokości zadania, także LARPowo – jak miałbym być szczery, to mam wrażenie że lepiej niż nasza wioska;p. Oczywiście zdarzały się wyjątki od reguły ( z zasłyszanych, to ponoć w wątku o rakietę, ISAF orzekło że wygrało jak tylko dron ją znalazł – niby to oznaczało, że automatycznie ona pojawia się w bazie ISAF;p). Tylko miałem trochę wrażenie, że są tak zaoferowanii staniem na checkpointach, iż nie obchodzi ich nic innego. Ostrzeliwaliśmy HighWay chyba przez 2h – ISAF nie wysłał kontry, jakby wybicie ich patrolu nic nie znaczyło;p Nasza wioska, będąca 150 metrów od ich bazy atakowała otwarcie ISAF – zapomnijmy o próbie odwetu, oni zapomnieli o tym wspomnieć swoim ludziom, także niedługo potem grupa MP przybyła zwiedzać wioskę została niespodziewanie zaatakowana granatami i ciężkim ostrzałem (swoją drogą – bardzo fajni ludzie;p)


-Z niefajnych sytuacji, to bodaj najgrubsza, to była sprawa ataku na ISAF, tak koło 17 w piątek. Najpierw ISAF podpalił swoją bazę (tak, to jest dobrze napisane, ISAF własnymi granatami podpalił sobie bazę!) Atakujący czyli my zatrzymali atak, ale ISAF wykorzystał przerwę w grze do cofnięcia swoich zagrożonych ludzi do bazy (nie wrócili na dawne pozycję). Kolega, który z kamizelką chciał pomóc w gaszeniu pożaru został ostrzelany serią po głowie (i kamizelce). Dalsze stanowiska ISAFu cały czas nas ostrzeliwały – acz z zerową skutecznością. Okej, po 5-15 minutach wznawiamy grę. Do obrony zostają wykorzystane pojazdy, które jakieś 20 minut wcześniej widzieliśmy wracające jako zniszczone/offgame. Po chwili znów gra zostaje wstrzymana (acz znów dalsze stanowiska do nas walą). W trakcie wstrzymania gry drogą podjeżdża pojazd i z kilku metrów zaczyna walić do stojących przy drodze. W takim przypadku darowaliśmy sobie taką dalszą grę, oznaczyliśmy się na czerwono i wróciliśmy do miasteczka. Jak “STOP gra” ma mieć sens, to musi ona dotyczyć nie tylko najbliższych paru metrów od zdarzenia, ale wszystkich zaangażowanych w dane starcie – także tych idących z posiłkami. By nie było – nikt z nas nie łudził się, że zdołamy zdobyć ten CAMP, ale styl obrony, był po prostu niski.


-POJAZDY – nie wiem ile pojazdów uczestniczyło w MA, ale być może były to wartości rekordowe dla polskiego ASG. Z wstępnych szacunków wychodzą mi liczby 30+ pojazdów, ale to jest palcem na wodzie pisane. Nie da się ukryć, iż dają one dużo zlotowi i wrosły w tkankę tego zlotu tak, iż nie do pomyślenia jest MA bez pojazdów. Ot, radość ze zniszczenia pojazdu, jest mimo wszystko znacznie większa niż w przypadku zlikwidowania samej jego załogi:) Z drugiej strony liczba kwasów z nimi związanych, bije wszystko inne na głowę. Masowo nie przestrzegano ograniczenia prędkości. Jazda w nocy po polach (jeden z naszej wioski prawie nie został przejechany). Koledzy z grupy wrócili raz wściekli na termoskę gunnerów. Walili do nich z zaskoczenia od tyłu, a i tak żaden nie zszedł. Z opisów na FB, nie tylko nasza ekipa miała z tym problem(albo wręcz z tymi dokładnie gunnerami). Z innych podobnych kwestii, podczas ataku na ANA podjeżdża do nas od tyłu auto z pomarańczowym kogutem (co wg. Artykułu 7 paragrafu 6 regulaminu jest alternatywnym sposobem oznaczania się zniszczonego pojazdu) EDIT: Jak się okazuje, samochód miał czerwonego koguta, którego daltonista Vim wziął za pomarańczowego. Tym samym formalnie nie lamal on zasad. Nie reagują na moje kilkukrotne zapytania czy są offgame, po czym próbują do nas strzelać czy rzucać granatami (swoją drogą, moją subiektywną niską opinie o piro, utwierdził fakt, iż granat który wybuchł niedaleko mnie, mnie nie zabił. Nawiasem mówiąc, rzeczony granat był rzucony bez ostrzeżenia, co też jest w sumie pogwałceniem zasad regu).Mój standoff z tym autem (gdyby ktoś nie wiedział, ja to ten gruby z rkm’em) był jedno z dziwniejszych rzeczy w grze. Czasem nawet sami moderatorzy nie do końca znali zasady pojazdów:)


-PIROTECHNIKA – inną rzeczą, która była masowo używana na zlocie to było piro. Dość powiedzieć, że przy nas rejestrowała się ekipa mająca kilkaset ładunków. I jak w przypadku pojazdów mam mieszane doświadczenia, to w przypadku piro osobiście (poza dymnymi) mam bardzo negatywne nastawienie. W przypadku zlotów w lecie, jest to dla mnie dodatkowe, niepotrzebne zagrożenie pożarem. Fakt, iż do Campów nie można wrzucać, a z Campów można dodatkowo zmniejszał balans gry. Ogólnie rzecz biorąc, nie widzę wartości dodanej przez piro podczas takiego zlotu.
-Choć z powyższych informacji może pojawiać się czarny obraz zlotu, to prawdę powiedziawszy, jak na tak duży zlot, z tak duża liczbą przepisów, to gra była w miarę czysta. Kwasy się zdarzały, ale (poza kwestią ataku na CD), nie przysłaniały one samej gry. Z ciekawszych przypadków, to z góry polecam film który pojawi się na YT;p O ile się nie mylimy, będzie tam ciekawy przypadek termoski;p
-W tym roku, choć uprawa maku była trudna (zbyt blisko ISAFu), udało się potwierdzić istnienie kamyków szlachetnych! Szkoda tylko, że ostatecznie nie otwarto tej kopalni u nas;)
-Z analizy różnych list, które były udostępnione wyszło mi, iż było ISAFU jest mniej więcej tyle samo co Cywili w 4 miasteczkach. Mniej więcej tyle samo było też wszystkich pozostałych frakcji (z czego zdecydowana większość z nich to były frakcje wojskowe – ANA, PBG i Radykalni). Daje to mniej więcej stosunek tak 60% do 40% na korzyść wojskowych.


FABULARYZOWANA OPOWIEŚĆ Z PUNKTU WIDZENIA GRUPY MIESZKAŃCÓW FORUBALU
Noc mijała nam względnie spokojnie, aż do momentu gdy dowiedzieliśmy się, iż ISAF wysypał na drogę a następnie przejechał naszą cebulę! Skandal! Małpa szybko wziął tą sprawę do serca, przecież ta cebula to była ostatnia nadzieja głodujących dzieci! Zaczął więc chodzić w tej sprawie do ISAFu czy do UN. I UN obiecał pomoc! Niektórzy niewierni mają jednak serce! Z kolei Przemasa ISAF perfidnie obrabował. Tj. oni mówią że skonfiskowali broń ukrytą na drzewie, ale wszyscy wiemy jak było naprawdę.
Nad ranem poszliśmy szukać kamieni szlachetnych. Być może uda się otworzyć u nas kopalnie! Tyle dobra by było do ukra.. to jest do pilnowania. Ech marzenia. Niestety, nic nie znaleźliśmy, ale doszliśmy do Bazaraku. Tam widzieliśmy jak lokalna banda zwąca się ANP, próbowała zamordować mieszkańca Forubalu! Można być trochę złym, jak ktoś ucieka z checkpointu na rowerze, ale żeby do niego strzelać? W Bazaraku się dowiedzieliśmy że lokalny klub nocny (off rp prowadzony przez Straszydło Combatientes Desperados) został w nocy obrzucony granatami, co oczywiście spowodowało duże straty w ludziach. Obsługa obwinia talibów, acz bardziej prawdopodobna jest wersja z konkurencją. Po tych wieściach, zapewnienia obsługi, że ich klub to neutralne miejsce, gdzie każdy jest bezpieczny, brzmiały lekko dziwnie. Z Bazaraku udaliśmy się do Khaniz. Zostaliśmy skontrolowani na punkcie ANA (uwierzyli że szukamy kozy! Ale naiwniaki!) i odwiedziliśmy grób zamachowcy-samobójcy który przeprowadził o jeden atak za dużo. W UN zapewniono nas, iż paczki żywnościowe już są w drodze. W tamtych rejonach znaleźliśmy też 3 kamienie szlachetne. By uzyskać pozór i móc tam dalej szukać, zatrudniamy się w Łejlandzie za 20$ i kilka puszek koli. Po czym ,gdy już wydobywamy ropę, na szybie naftowym wręczają nam kontrakt gdzie stoi że dostaniemy tylko 15$! Z-ł-o-d-z-i-e-j-e.

Z miejsca nawiązujemy więc współpracę z ekipą z klubu nocnego w Bazarak. Gdy wydobędziemy, mają podjechać i zabrać beczkę, udając napad. Tak się dzieje,a dodatkowo Szymonc odprawia modły by zablokować pojazd Łejland (którzy i tak muszą nam zapłacić za pracę – przecież nikt nie powiedział, że mamy tej ropy także pilnować!)

Ci płacą Szymoncowi 30$ by zszedł z drogi i doganiają ekipę z Bazaraku tuż przed ambasadą rosyjską – niestety (off rp – nie ma bata, by Wayland przestrzegał ograniczeń prędkości).
W międzyczasie Jędrzej i Dziku zostają zatrzymani za sprzedawanie koziego porno. Tj. ISAF twierdzi, że to za zdjęcia baz, ale kto by im tam wierzył?
W Forubalu starszyzna podejmuje decyzje by “zgodnie z tradycją” “epicko” obronić “wzgórze Onan”. By jednak to zrobić musimy móc wyjść z wioski, a cały czas koło niej jest spory oddział ISAF – 15-30 ludzi. Za dużo by to zrobić szybko i bez większych strat. Zaczynamy więc obrzucać ich cebulą. Im… to nic nie przeszkadza?


Może oni lubią cebulę? Chyba dają ją do hamburgerów?
My, Afgańczycy jesteśmy gościnni, więc z miejsca, idziemy podarować cebulę naszym sąsiadom. Albo cebulami przynajmniej ich pomazać.
Udało się, w końcu ten oddział odchodzi, więc szybko udajemy się na te wzgórze, które jest koło Bazaraku i góruje nad Highwayem. Niszczymy jeden wrogi patrol i czekamy na reakcje ISAF. Raju czekaj na nas!
Ale póki co to my czekamy.
I czekamy.
I czekamy.


Po 2h, ISAF w końcu nas atakuję. 5 ISAFów przeciw 20-30 bojownikom….
Czy to są jakieś żarty?!
W odwecie za te lekceważenie, próbujemy szturmować bazę ISAF, ale zostajemy odparci.
Wracamy do Forubalu, gdzie Małpa przynosi wieści, iż prezydentowi Pakistanu właśnie porwano syna. Udajemy się do Bazaraku, by dowiedzieć się czegoś więcej – i przy okazji wyrabiamy sobie pozwolenie na broń (20 Afgani! Jak za darmo!). Na miejscu dowiadujemy się, też to nie prezydentowi, a ambasadorowi, nie Pakistanu, a Rosji, nie porwano, a zaginął, nie ostatnio a 30 lat temu. Ale rzeczywiście chodzi tu o syna!
Po powrocie do Forubalu spotykamy żołnierzy Rosyjskich szukających informacji o synu ambasadora, którym sprzedajemy informacje zdobyte od tegoż ambasadora za 50$.


W nocy zostaje podjęta decyzja o ataku na bazę sługusów niewiernych czyli ANA. Blokujemy Highway, wypieramy stamtąd ANA i zadajemy straty ISAFowi (Off RP: parę fajnych starć, m.in. z Podpalacze Mostów) Niestety bombardowanie moździerzem nie przynosi zbyt dużych rezultatów (niszczymy tylko dwa pojazdy ANA), a szturm na bramę zostaje odparty
W nocy dochodzi jeszcze do próby ataku samobójczego w wykonaniu Dzika, Jędrzeja i Mały. Z kolei Szymon i Sławek odnajdują w nocy duże skupisko kamieni szlachetnych. Rano ma być otwarta u nas kopalnia!
Nad ranem grupa nieznanych sprawców sztyletuje sporą grupę mieszkańców Forubalu (off rp: obudzony tym Vim rozważał czy zepsuć zabawę sztyletującym, informacją iż knife kill tak nie działa na MA czy wysłać ich na respa za zabijanie nieuzbrojonych cywili, ale ostatecznie wybrał przewrócenie się na drugi bok)
W tym czasie Oskar zaiwanił flagę Pakistanu (zresztą Oskar okazał się być skromny – zastępca starszego wioski zaiwanił tam dużo więcej). I przekazał Pakistanowi, że zrobił to ISAF i jest gotów pośredniczyć w rozmowach. Gdy już miał niby odnieść zdobytą flagę, Talibowie zajęli posterunek graniczny i go obrabowali.


W tym czasie Wioska się zbuntowała. Rozpoczęto ataki na oddziały ISAF. Zniszczono 3 pojazdy, w tym pojazd MP który nieświadomy

niebezpieczeństwa przyjechał bez wyciągniętej broni. W tym czasie Ulat z Oskarem przeganiają z posterunku Talibów po czym oddają go w ręce PBG.
Dostajemy informację, iż wraz z ANA należy się zasadzić się konwój ISAFu. ANA w praktyce nas zdradza, przez co wzięci w kleszcze z dwóch stron, a nawet 4 (z jednej strony atak ISAF od lasu, z drugiej konwój ISAFU, z trzecie widziano Pakistan, z czwartej ANA która nie pozwalała się wycofać ku nim), co skutkuje naszym rozbiciem.
Gdy ISAF oferuję dolary, za pomoc w ataku na Rukhah, część naszych uznaje, iż solidarność między wioskowa jest przeceniona, a niewierni, wcale nie są niewiernymi, tylko braćmi księgi.
Gdy trzech ISAFów czy Pakistańczyków ignoruje oburzenie wioski i przebiega przez wioskę z bronią, zaczynając się szykować do zasadzki w niej, zostają zlikwidowani serią z Glocka przez Vima (off rp: opinia o tym zdarzeniu jest skrajnie różna, w zależności czy się spyta zlikwidowanych czy mieszkańców wioski)


ZAKOŃCZENIE I PODSUMOWANIE Jako, iż wracaliśmy do domu w niedziele, wszyscy zostaliśmy na apelu kończącym grę oraz pokazie fajerwerków. Losowania nagród, były zresztą dla naszej grupy bardzo łaskawe – Jędrzej dostał paczkę z rzeczami, do ASG (w tym okulary, więc nie będzie już musiał pożyczać;p), Oskar i Vim po Specnie.
Ogólnie zlot był zdecydowanie udany. Orgom należą się gratulację za bardzo dobrze zorganizowany zlot, ze świetnym klimatem i wieloma fajnymi akcjami. Można polecić go zdecydowanej większości fanów ASG w Polsce. Trudno o lepszy zlot na taką skalę. To powiedziawszy, wszyscy którzy tam jadą muszą pamiętać o jednym – jest to LARP Asg. Nie milsim, nie strzelanka, nie manewry proobronne – a LARP. I jeśli o tym będzie się pamiętać, to udział w MA jest niemal gwarantowaną dobrą zabawą. I to zabawą, na którą prawdopodobnie za rok będziemy próbować pojechać.