Relacja MA

W dniach 5-7.VII.2018 nasza ekipa w sile 4 ludzi była na zlocie Misja Afganistan 2018. Misja Afganistan to jeden z największych (jeśli nie największy – to się okażę w sierpniu po kolejnym Asgardzie) zlotów ASG organizowanych w Polsce. Przez wielu, MA jest uznawana za najlepszą imprezę ASG w naszym kraju. Podczas rozgrywki z elementami LARPu gracze wcielają się w różne frakcje z okresów misji wojskowych w Afganistanie: cywili, talibów, Armia Afgańskiej, Policji Afgańskiej, Pakistanu, Waylandu no i ISAFu. Znając życie pominąłem kilka pomniejszych frakcji:) . MA słynie z tego, iż chętnych do przybycia jest znacznie więcej niż miejsc, ale w tym roku udało się nam zmobilizować i zapisać 4 graczy od nas.

Dla nas był to pierwszy wyjazd na MA – w poprzednich latach w tym terminie byliśmy na CA, który jest zlotem (przynajmniej w teorii) o podobnej wielkości i chcąc nie chcąc te dwa zloty rywalizują między sobą o graczy(MA wygrywa). Co do LARPu w ASG, to mieliśmy już doświadczenia z Festeboyen, więc niemal naturalnie następuję porównywanie z tymi dwoma zlotami (Feste i CA) – zwłaszcza z Feste, bo z nią MA ma wiele wspólnego (nawet sporą część reguł;p). Zgodnie z tradycją poszliśmy do cywili, tym razem po stronie talibskiej. Nie znając do końca realiów zlotów, poza przebraniami nie przygotowaliśmy sobie zbyt wielkiej historii swojej postaci, stwierdzając, że za pierwszym razem pogramy wg. zadań dostarczonych przez orgów.

Z Olsztyna wyjechaliśmy o 10:30, na miejscu byliśmy koło 17:30. Trzeba przyznać, iż biorąc pod uwagę rozmiar zlotu, to zarówno chronowanie, jak i rejestracja przebiegła wyjątkowo sprawnie. W zestawach startowych, oprócz identyfikatorów znalazła się mapa, waluta zlotowa i naszywka zlotowa. I tu muszę ponarzekać, bo identyfikator był bardzo nietrwały – piszącemu tą relację się porwał się w dwóch miejscach, mapa była z jednej strony za duża, z drugiej zbyt nietrwała (widziałem porwane mapy zanim gra wystartowała). Następnie udaliśmy się na miejsce swojej wioski, gdzie rozłożyliśmy swoje obozowisko. Po raz pierwszy w karierze, nie poszliśmy na apel rozpoczynający, bo wciąż szykowaliśmy nasze legowisko.

O 23:50 org przeprowadził szybkie przeszkolenie z zasad (przekazał m.in. że ranny musi być do 1m od tego gdzie został ranny i nie może być ewakuowany przez innych) i przekazał nam pierwsze zadanie: ostrzelać Camp Dragon. Następnie padło pytanie gdzie jest moździerz. Nie został przywieziony. Przywieziono go dopiero po północy

OGÓLNIE O ROZGRYWCE
-Szczerze powiedziawszy mam mieszane odczucia do rozgrywki. Z jednej strony klimat był i był mocny. Zdarzyły się też co najmniej 2 fajne akcje ASG. Mieliśmy fajną i zgraną wioskę. Pomysły niektórych graczy na rozgrywkę, były genialne – ot choćby postacie listonosza czy bar z Bazaraku. Z drugiej, strony, nasze założenie że będziemy robić zadania od orgów okazało się niewypałem. Nocny atak na Camp Dragon, to była wielka porażka. Koniec, końców nie był to zły zlot, było więcej plusów niż minusów, ale po zapowiedziach spodziewaliśmy się znacznie więcej

-W kwestii statystycznej – w grze wzięło udział 820 graczy. Był to więc największy zlot w którym wzięliśmy udział

-Jako, swoją wioskę wybraliśmy Darawni – czyli wioskę znajdującą się na uboczu blisko Pakistańskiej granicy. I ta decyzja miała swoje plusy dodatnie i ujemne. Z jednej strony w wiosce udało się zrobić dobrą atmosferę i zgranie – czy to do pogaduch, czy do działań militarnych łatwo było znaleźć kompanie. Dzięki młodnikowi i zakazowi jazdy po polu (który ISAF próbował ignorować), byliśmy ubezpieczeni od pojazdów – także dzięki ekipie z bramy wioski. Dodatkowo nasz moderator był wyjątkowo pozytywnie nastawiony:) Z drugiej strony człowiek miał czasem wrażenie (zwłaszcza gdy zniknął moderator z naszej wioski), że byliśmy lekko na uboczu gry. Także (coś co nas mocno denerwowało) nie mieliśmy Toi Toi ani umywalki. Po drogach, do najbliższych mieliśmy około 800 metrów (i czasem ISAF blokował drogę). Może to nie jest coś co rozwala grę, ale to było coś co zaskoczyło nas na zlocie tej klasy. Byliśmy także stosunkowo małą wioską – było nas 30-40 osób.

-Zarezerwowaliśmy sobie domek – w teorii jeden był na 4 osoby, ale u nas 3 spało na hamakach. Razem z nami był stolarz, który żartował że będzie larpowo robił za stolarza. Gdy zobaczyliśmy te domki, to spytaliśmy się, czy nie wziął nie-larpowych gwoździ. Nie da się jednak ukryć, iż przygotowanie tych wszystkich domków wymagało sporo roboty i finansów – spełniły one także swoją robotę. I nawet w większości wytrzymały – u nas w wiosce tylko jeden złamał się pod wiatrem:)

-To był zlot z elementami LARPa, więc zasad gry było znacznie więcej niż na zwykłym milsimie. I co gorsza, te zasady były mocno rozrzucone. Dopiero na 2 przed zlotem orgowie wrzucili zbiór większości zasad, z zaznaczeniem zmian – i to tylko na forum. Na głównej stronie wciąż wiszą nieaktualne zasady. Biorąc to pod uwagę, nawet się nie dziwię iż powszechnie był problem z brakiem znajomości zasad.

-A skoro o tym mowa, to tego LARPu to za dużo nie było. Czasem wręcz miałem wrażenie, iż to nie tyle LARP co strzelanka ze skórką Afganistanu. Ot pierwszej nocy, chcieliśmy grać na spokojnie, bez strzelania. Piszący tą relację nie ładował nawet magów. O 24 dowiedzieliśmy się że mamy ostrzelać z moździerza Camp Dragon. Wielu cywili traktowało swoje role, jako pretekst by szukać sposobu jak zrobić zasadzkę na ISAF. W mojej subiektywnej opinii było to w znacznej mierze spowodowane tym, iż frakcje wojskowe były zbyt liczne – stanowiły około połowy graczy. Naprawdę, w Afganistanie nie ma 17 milionów żołnierzy.

-Także problemem były zadania larpowe, zapowiedziane przed zlotem – czyli szukanie kamienie szlachetnych i sadzenie makówek. Tych pierwszych szukaliśmy jakieś 5h chodząc po miejscach wskazanych przez orga z wioski i nic nie znaleźliśmy. Baa, podczas gry nie słyszeliśmy nawet o żadnym przypadku by ktoś je znalazł. Dopiero po grze znajomi z ISAFu, powiedzieli iż widzieli te kamienie w bazie, więc mamy pewność że nie były one mitem. Z drugiej strony makówki naszej wioski zostały zrabowane przez Pakistan i Talibów w piątek do godziny 14 (Z poletka, co mogło robić ANA, ANP, MP i ISAF). I tak z tej części gry zostaliśmy wykluczeni.

-Znaczna część zlotu, to interakcja cywilów z ISAFem. W naszym przypadku, z powodu oddalenia (oraz faktu, iż bez samochodów ISAF bał się tu zapuszczać), ta interakcja miała znacznie mniejszą częstotliwość niż w przypadku innych wiosek. I (pomijając kwestię szturmu na CD), muszę przyznać iż ISAF stanął na wysokości zadania i te interakcje były dobre. Przeszukania na CheckPointach nie były zbyt uciążliwe, nie było gnojenia (jak np. robiło OMO na Festeboyen’16) graczy bo są cywilami. Inna rzecz, iż być może nasze doświadczenia to był wyjątek potwierdzający regułę – od innych cywili nasłuchaliśmy się nt. różnych chamstw ISAFu.

-Coś, co należy wspomnieć, to porażka zwana atakiem na Camp Dragon drugiej nocy. W teorii ten atak miał potencjał stania się jedną z najlepszych, jeśli nie najlepsza akcją w ASG. Z jednej strony bojownicy z 4 wiosek, z drugiej strony główna baza ISAF. W sumie w tym starciu brało udział 200-300 osób. 4 moździerze nawalały kanonadą przez 40 minut. I co z tego wyszło? Akcja, która u mnie zapiszę się w TOP 5 najgorszych akcji w ASG – ISAF i Orgowie postanowili nie dopuścić do zdobycia obozu – w tym za cenę honoru. Pominę tu powszechne terminatorzenie – bo tak po prawdzie to wielu cywili powinna się spalić ze wstydu.
Co tam się odwaliło?
a)Magiczne odbudowywanie się wieżyczek
b)Zakaz przed moderatora strzelania do wieżyczek z bliska(serio, ja tego nie wymyśliłem)
c)Nie otwieranie bramy nr 2 mimo iż została wysadzona
d)Po otwarciu bramy nr 1 termoszący inżynierowie wstawili dyktę która ma widać właściwości przeciwpancerne ( i jeśli nie mylę się, to na początku chcieli to zrobić gdy był offgame z powodu pożaru)
e)Nawoływania do łamania zasad przez megafon, czyt. wzywanie rannych by udawali się do namiotu medyka
f)Fakt, iż potężna kanonada 4 moździerzy walących bez przerwy przez 40 minut nie wyrządziła żadnych widocznych szkód.
g) Zakaz wrzucania pirotechniki do wnętrza obozu przez co samochody były tam niezniszczalne – CD mógł walić piro na zewnątrz ile chciał
h) Zmiany właściwości muru w zależności co było użyteczne dla CD w danej chwili

Prawda jest taka, iż co spytało się innego cywila, to ten widział kolejne przegięcie podczas tego ataku. Na pewno wielu tu nie wypisałem, bo zapomniałem już, tyle ich było. Nic dziwnego, iż wielu cywili zrezygnowała z atakowania CD zniesmaczeni tym co się działo. Inna kwestia, iż pewno to i tak byłoby nie potrzebne, bo CD chyba wciąż miał przewagę liczebną nad atakującymi. Gdy wracalim ŻADEN cywil nie chwalił sobie tego ataku.

-Na MA były używane olbrzymie ilości pojazdów – uwzględniając pojazdy cywili, na pewno bije ono CA16 – także chyba wojskowych pojazdów było więcej niż na CA. Z jednej strony dawało to klimat i dawało wyraźną przewagę ISAFowi – czyli oddawało to warunki Afganistanu. Z drugiej strony wielu gunnerów z więżyczek cierpiało na chorobę zwaną termos pospolitus – w szczególności ten z wozu pakistańczyków (BTW strzelanie serią po głowie z RKMu 500 fps , którym tak się chwalili, z 15 metrów to też jest niskie). Choroba nie raz dotyczyła całych pojazdów, bo wielokrotnie kierowcy nie chcieli uznać prawidłowych zniszczeń (jeden taki przypadek jest nawet na filmie). Ponadto, wyraźnie bez wsparcia pojazdów ISAF tracił wigor i skuteczność

Z pomniejszych rzeczy
-Czasowe pozwolenia na broń, to w mojej skromnej ocenie, nie tylko niepotrzebne gnojenie cywilnych graczy, ale wielkie wyrzucanie z immersji. Jeśli gracze wystali się po te pozwolenie po wiele godzin, to powinni je mieć do końca zlotu.

-Genialna gazetka:)

-Nie wiem kto podjął decyzję by przenieść Darawni z oryginalnej pozycji, na tą zlotową, ale był to strzał w dziesiątkę

-Zasady związane z naklejkami na broń – z jednej strony ciekawe, z drugiej strony wprowadziły niesamowity chaos

-ISAFów było za dużo w stosunku do cywili. Talibów zdecydowanie za mało (inna rzecz że ci którzy byli, chyba większość czasu poświęcili prześladowaniu cywili i wspieraniu ISAF….). ANA też za mało. Gdyby oddawać realia Afganistanu, to ANA powinno być dużo więcej.

-Na prawdę, co orgowie larpów mają do wesel? Czy na każdym LARPie musi być jedno?

-Genialne listy dla losowych ludzi od żon:)

-Wg. gazet przed zlotowych ISAF miał negocjować z nami zapłatę za owcę. Szkoda, że tego nie pociągnięto

-I tak na koniec. Tu u góry znalazło się nie mało żalów i skarg na orgów. Nie da się jednak ukryć, iż orgowie włożyli tytaniczny wysiłek w organizację tego zlotu, za co należy im się szczera wdzięczność od społeczności ASG.

Fabularyzowana opowieść cywila z Darawni – Vima. Off rp oznaczam fragmenty, które są komentarzami do wydarzeń, gracza, nie postaci. Co do godzin, mogą być one błędne. I na pewno o sporej liczbie negocjacji zapomniałem:)

Noc z czwartku na piątek

Godzina 0:00 Gdy po ciężkim dniu pracy chcielim udać się na zasłużony odpoczynek, Imam (off rp: org) zebrał mieszkańców naszej wioski i przemówił, żądając byśmy za zabójstwo naszej owcy posłali na obóz niewiernych zwany Kamp Dragon pociski moździerzowe. Na szybko zebraliśmy się – ja ze wstydem przyznam, iż nie mając przygotowanego swojego kałacha, szedłem tylko ze zdobycznym Glockiem.
0:30 Jako, iż okazuje się iż w ostatnim akcie zemsty zużyliśmy cały zapas amunicji moździerzowej, udajemy się najpierw do Forubalu po amunicję. Idzie od nas z 12 osób, ale dzięki Allachowi, kilku naszych ma urządzenia do widzenia w ciemnościach, przehandlowane od niewiernych. Wymijamy dwa nieznane oddziały – prawdopodobnie psy ISAF i talibów
1:00 Docieramy do Forubala. Miejscowi mają amunicję do moździerzy, ale bez zapalników, którą składują po drugiej stronie bazy niewiernych. Nasz imam podejmuje się na swoim rowerze przejechać koło bazy niewiernych – może uszanują naszą wiarę i go nie przeszukują. Dookoła Forubala mnóstwo niewiernych psów.
1:30 Imam wraca. Podczas przygotowań do wymarszu, jednemu z nas w torbie na magazynki odpala się granat. Zdołał go wyrzucić, ale z tego powodu ISAF wchodzi do wioski. Wymykamy się z boku i udajemy do lasku naprzeciwko Kamp Dragon. Imam wraca do Darawni
2:25:10 Pierwszy pocisk poszedł. Sobota odpala pociski, a ja mierzę czas by nie przegrzać moździerza. Z miejsca zielone światło nas namierza, więc co pocisk zmieniamy pozycję o kilkanaście metrów. Niewierni wysyłają Ku Er Ef na północny skraj lasu, ale bardzo powoli wchodzą. 3 od nas zostaje z tyłu by ich opóźnić.

(Off rp: w pewnym momencie zaczęliśmy się przysłuchiwać orgowi dającemu znać info o rzutach “Za daleko” “Za blisko” , “Pudło”. Fajnie jednak by było aby ktoś bezstronny rzucał tymi kośćmi)

2:43:45 Ostatni pocisk poszedł. Na sygnał Allah Akbar wycofujemy się na zachód omijając siły ISAF. Trójka co opóźniała siły przeciwnika, została z tyłu
3:10 Koło Rukhah przy przejściu przez drogę wysyłamy dwóch by sprawdzić czy jest bezpiecznie. Zostają ostrzelani przez patrol ISAF. Większość idzie pomóc im się cofnąć, ale ja z 3 innymi i moździerzem przedzieram się do wioski
3:30. Wracamy do Darawni. Niebiosa były łaskawe – udało się ostrzelać wrogą bazę i nie ponieść żadnych strat
(off rp – chyba, nie mam pewności co do losu tej 3 osłaniającej odwrót)
(off rp: cała akcja była świetna – doskonałe rozpoczęcie zlotu:))

Piątek
Koło 8 Wstaję i udaję się na poranne obmycie ciała do Rukhah. Zdrajca gubernator wciąż nie podłączył naszej wsi do tej “kanaliza- coś”. Tam dowiaduje się, iż miejscowi sami odnieśli sukces – ostrzelali Kamp Panjshir (Off rp: wg. Informacji od orgów, ISAF odmawiał oznaczać się jako ranny i zabity). Tak wielki strach padł na Isafowców, iż żaden nie wychylił nosa z zabudowań. Gdyby taka była wola wiernych, mogliby wziąć sobie tą kupę gruzów jako swoją. Nie warto – ziemia tam nie nadaje się do pasania kóz. Na tablicy ogłoszeń w miasteczku czytam jednak ogłoszenie o Wejland Korp. Może warto poszukać tych kamieni?
Koło 10:10 Wraz z towarzyszami ruszamy na Bazarak. Choć jak sam przyznaje nie jest specjalistą, nt kamieni szlachetnych wg. imama jak gdzieś szukać, to w okolicznych kamieniołomach. Udajemy się więc tam. Po drodze mijamy patrol ISAFu, a w Chinar widzimy jak pacyfikują tamtejszą wioskę, z powodu kilku główek maku. Jak nam jeszcze to zabiorą, to nasza gospodarka w ogóle upadnie! Czemu oni w ogóle tu jeszcze siedzą? Przecież nie mamy ropy!
Koło 10:30 Przechodzimy kontrolę koło CP. Sobocie na głupie żarty się zebrało i straszył ISAF bananem! Na szczęście zdarzają się jeszcze dobrzy ISAFowcy i ten zadowala się tylko zabraniem batonu
Koło 10:40 Kilka kolejnych patroli pyta się nas czy nie mamy batonów, które mogą zabrać…. Biednie, ich tam muszą karmić w CP. Prawda widać jest w pogłoskach, że lokalny komendant przehulał duże fundusze, w hodowli kóz “U Abdullaha”.
Koło 11 Szukamy kamieni. Miejscowi z Khanis próbują nas przegonić! Jakoby to ich ziemia! Czy już zapomnieli, iż ich kozom na naszych pastwiskach się pozwoliliśmy wypasać? Nie ma wdzięczności na tym świecie.
Koło 12 Nic nie znajdując udajemy się do Bazaraku. Rozmawiamy z kilkoma biednymi oczekującymi na pozwolenie na broń. Czekają tam wiele już godzin – ponoć ANA nie stać już nawet na tusz do drukarki na pozwolenia.
Koło 13 Wracając sprawdzamy kamieniołom ciągnący się do Rukhah. Gdy wracamy do wioski, dowiadujemy się iż Pakistan zdradził – gdy chcieliśmy nawiązać współpracę, wykorzystali informację od nas by zabrać nam mak! A drugą połowę zabrali nam talibowie zabijając i bezczeszcząc zwłoki (off rp – zabrali naklejkę, gdy już nie mogli)! Nasze plemię tak tego nie pozostawi! Czas na krwawą zemstę! Z innych informacji, Sobota dostał list od swojej narzeczonej. Życzyła mu śmierci, bo kocha amerykanina. A-m-e-r-y-k-a-n-i-n-a. Ale Sobota tak łatwo nie ginie!
Koło 14 Nasi pojmali szpiega Pakistanu. Ci przybywają na wymianę – za mak. Dwóch naszych udaje się na rozmowę, a reszta na wszelki wypadek odkopuję broń. Oczywiście zdrajcy będą zdrajcami i ostrzeliwują naszego starszego, zabijając jego towarzysza. Ale zemsta wiernych jest straszna! Po chwili uciekają oni do swojego posterunku, ścigani przez nasze pociski aż pod same bramy. Bodaj tylko 2 zdołało umknąć naszemu gniewowi!

(Off rp: strzelec rkm na wieżyczce powinien wziąć sobie na wstrzymanie. Wali do ludzi z 500 fps z 15 metrów w głowę, gdy mógł spokojnie wycelować. Wielu zgłaszało jego termoszenie)

Koło 15 Przybywa ANA. Oferuje wsparcie w walce z tymi z Pakistanu, którzy są w praktyce jak niewierni! Po długich negocjacjach zawieramy porozumienie. W końcu naturalne prawo każdego Afgańczyka będzie u nas respektowane, i możemy bronić domu przy pomocy naszych kałaszy
Koło 15:30 Towarzysze moi udają się na poszukiwanie
Koło 15:45 Przybywa grupa dziennikarzy z serwisu wumasg kom. Dziwni. Rozdają karabiny w zamian za naszywki. Słabe co prawda – m.in. Mp5. Sąsiedzi pożyczyli sobie sporo naszywek z samochodu. W międzyczasie dziennikarze testowali najnowszą myśl przemysłu rowerowego. I nawet ani razu się nie przewrócili!
Koło 16:30 Przybywa patrol ISAFu. ANA zapomniała poinformować ich o tym, iż mamy pozwolenie i zauważając jedną broń, celując w nią 12 luf i szybko poruszają się w jej stronę. Drobny fakt, iż dzięki temu byli okrążeni przez 15-20 ludzi z brońmi gotowymi do strzału umknął ich uwadze. Cała ta sytuacja zadaje kłam stwierdzeniu, że każdy Afgańczyk łaknie krwi! Gdybyśmy chcieli, to nim by zdołali nadać na radiu “Kamp Dra” to by wszyscy nie żyli – czy to podczas wejścia do wioski, czy gdy stosowali “obronę okrężną”!

(Off rp: Ta sytuacja to była taka abstrakcja, że trudno to opisać słowami)

Koło 17 Wracają towarzysze. Byli przetrzymywani przez patrol ISAFu, który odnalazł u nich broń – dokładnie to u Ulata. Tej u Soboty nie znaleźli. Ten, gdy czekali na przybycie więźniarki postanowił, by – skoro narzeczona życzy mu śmierci – udać się na spotkanie hurys i planował w CD zabić kogoś ważnego. Niestety więźniarka nie przybyła. Patrol puścił ich konfiskując broń Ulata
Koło 18 Odwiedza nas “reporterka”, w rzeczywistości wywiadowca ISAFu. Była eskortowana przez ochroniarza. Doprowadziliśmy ich do Pakistanu.

(Off rp: gdy niedaleko już posterunku Pakistanu żartowaliśmy, iż ich teraz zabijamy, to ochroniarz powiedział, że gdybyśmy to zrobili, to by nas w realu pobił, bo ma dość chodzenia;p)

Koło 19 Dowiadujemy się, że ISAF zbombardowało Rukhah. Barbarzyńcy! Mordercy! Zjadacze bekonu! To przebiera miarkę. W nocy czas na zemstę!
Z dobrych wiadomości Weyland zostało zniszczone. Dobrze im tak za kłamstwa na temat kamieni szlachetnych!

Noc z piątku na sobotę

Koło 23. To co początkowo miało być tylko modłami pod CD by wezwać niewiernych do nawrócenia, zmienia swoją postać, gdy bierzemy ze sobą moździerz. Wraz z Ulatem udajemy się by zemścić się za Rukhah!

Koło 0 Spontanicznie koło Kamp Dragon spotykają się bojownicy z 4 wiosek, zaczyna się gigantyczny szturm. Nam z Ulatem przydzielono obsługę moździerza. Gdy kończy się nam się amunicja, udajemy się do szturmu. Niestety, nie zostaniemi pobłogosławieni zwycięstwem. Gdy wysadziliśmy bramę, martwi wstali by postawić ją na nowo. Niewierni często z kilkudziesięcioma pociskami w sobie, nadal strzelali. Z jakiś względów Imamowie zakazali strzelać do wieżyczek. Jednym słowem przybylim, zobaczylim i niebiosa nie dały zwycięstwa. My padamy, nie doszliwszy nawet do muru

(Off rp: Opis co się tam działo jest wyżej. Ja z Ulatem padliśmy)

Sobota rano
Koło 9 Wpada potężny konwój połączonych sił ANA z ISAFem – jest ich z 2-3 razy więcej niż mieszkańców naszej wioski. ISAF zostaję na zewnątrz gdy ANA wchodzi do środka i zbiera nas po środku placu. Rzekomo szukają przywódcę talibów! Zaczynają zbierać broń, co lekko wkurza naszą pokojową i tylko lekko uzbrojoną społeczność. Dochodzi do kłótni, oni niby zwalają winę na ISAF, ale wszyscy wiedzą jacy są ci z Sojuszu Północnego. Po tym jak starszy mówi im kilka słów prawdy, obrażają się i wychodzą. My lecimy po broń,a ISAF wchodzi do wioski. I trzeba przyznać że mają jaja wielkości kozy! Ignorują 4 ludzi pod bronią, idą koło nich i pokazują im plecy bez żadnego ubezpieczenia! Po chwili podają swoją decyzję, iż do 13 mamy pozbyć się całej broni i ISAF i ANA znikają

(Off rp: By nie było, winę za zerwanie negocjacji ponosi nasza wioska. Starszy zbytnio się wkurzył na kwestię ze zrywaniem naklejek przed końcem negocjacji. ANA chciało się dogadać i chyba prawie udało się to zrobić)

Koło 9:30 Konwój ANA udaje się do Rukhah gdzie trafia na pole minowe – dobrze im tak za zdradę!
Koło 10 Ruszamy w pole, a raczej w las. Czas zapolować na zdrajców z ANA. Pierwotny plan zakładał przejście koło Rukhah lasem i zaatakowanie bazy ANA. Następuję jednak szybka zmiana decyzji, gdy dowiadujemy się, iż psy z ISAFu planują wejść nam do wioski i zabrać nasze kozy! Nie damy się! O 12:30 Darawni zamieni się w nowe Red Wings!
Koło 11:30 Powoli przekradając się dostajemy się pod Rukhah w chwili gdy jest tam patrol wroga. Gdy już mają odjeżdżać starszy daje rozkaz do ataku. Krzyki niewiernych wznoszą się w powietrze. Pada Ulat, ale psy ponoszą znacznie większe straty. Po zadaniu ich cofamy się do Darawni
Koło 12:30 Przybywają do nas posiłki od naszych braci z Forubalu a także od Pakistanu, który chce się zemścić za zbrodnie ISAFu. Nasza grupa ukrywa się od południa (off rp północy, ale to głupio brzmi) w Pakistanie. Bazując na poprzednich taktykach spodziewamy się, iż ISAF wysadzi siły także z tej strony, a wtedy my im pokażemy!
Koło 12:45 ISAF przybywa. My czekamy w ukryciu aż wejdą by ich zaatakować. Nie robią tego. Zamiast tego po pół godziny się wycofują.
Koło 13:15 Wycofujący się pojazd Pakistanu nas ostrzeliwuje, ale zdołaliśmy się ukryć dostatecznie szybko
Koło 13:30 Wracamy do wioski
Koło 14 Dwóch ISAFowców próbuje wejść do wioski. Rzuca się na nich 20 ludzi pod bronią.
Koło 15 Znajdujemy paczkę wąglika. Nie mogąc sami się jej pozbyć – nie wiemy jak – stwierdzamy, iż ISAF na pewno będzie to wiedział, więc wysyłamy im to pocztą.
Koło 16 Odwiedzając Rukhah jesteśmy świadkami ataku na konwój. Talibowie odnoszą zwycięstwo zadając niewiernym spore straty!

Sobota przeżył i może szykować się na ślub!

Koniec relacji

I tu, jako iż reszta wioski zaczęła się pakować, my też skończyliśmy grę. Postanowiliśmy wrócić do Olsztyna w sobotę, a jako że droga krótka nie jest, chcieliśmy wyruszyć tuż po apelu. Na tym apelu (prócz wzruszającego przekazaniu medalu za misję orgowi), było losowanie nagród. I prawdę powiedziawszy naprawdę olbrzymiej ich liczby. Taiwungun zarzucił ludzi nagrodami (częściowo dosłownie – mimo wszystko rzucanie paczek kulek w tłum to nie jest dobry pomysł). To zabrzmi głupio, ale tych nagród było za dużo – powinno się je podzielić na pakiety czy coś, bo przez to cały apel trwał zdecydowanie za długo, a my musieliśmy zerwać się pod koniec – acz także nasza grupa zdobyła jeden plecak w multicamie:). Prócz Taiwunguna nagrody były od wielu sponsorów – Gunfire (ich jedna replika wyglądała śmiesznie przy dziesiątkach z Taiwangun), LCT, G&G, Mactronica i wielu innych których nie zapamiętałem. O 4 nad ranem byliśmy w Olsztynie.

PODSUMOWANIE

Mimo swoich wad, MA było udanym zlotem. Afgański klimat, dobra wioska i trochę ciekawych akcji, sprawia, iż osobiście uznaje zlot za udany. Czy pojedziemy za rok(a raczej czy spróbujemy dostać bilety jeśli kolejne MA się odbędzie(Mimo wszystko zorganizowanie takiego zlotu, to tak naprawdę praca na dodatkowy etat bez zapłaty))? Część z nas tak deklaruje, część zapowiada, że to nie dla nich. Na pewno trzeba sobie z góry przygotować bardziej rozbudowaną postać – np. spróbować wydawać na bieżąco gazetkę czy inne tego typu przedsięwzięcie.