O nawigatorach

Rola nawigatora to jedna z tych ról, którą trzeba obdzielić w drużynie, gdy idzie się na milsim lub zlot. Bardzo często dopiero wtedy, następuje wybranie tego szczęśliwca, który będzie nawigował. Tak mi została przydzielona ta funkcja, około 2,5 roku temu gdy na dzień przed Operacją Chaos dowiedziałem się, że jestem nawigatorem. I jestem nawigatorem naszej grupy do teraz, pełniłem tą funkcję na około 30 milsimach/strzelaniach/zlotach. Wyłączając na chwilę skromność, mogę stwierdzić, iż nawigatorem jestem więcej niż dobrym – pomyłki zdarzają mi się tylko takie, które tylko ja zauważę i wielokrotnie szybkość nawigacji była kluczowym elementem w zwycięstwie naszej grupy. Dzisiejszy tekst, to takie moje przemyślenia nt. funkcji nawigatora

Co jest zadaniem nawigatora

Na początek, potrzeba krótkiego zastanowienia, co jest funkcją nawigatora. Nawigator, ma w gruncie rzeczy 4 zadania

  • Określanie gdzie, w danej chwili drużyna się znajduje
  • Określenie gdzie znajduje się cel drużyny
  • Określenie, jak dotrzeć do celu
  • Poprowadzenie drużynę do celu

Zadanie 1 jest w miarę jasne – nawigator, musi wskazać gdzie drużyna się znajduje, umiejscowić ją na mapie i określić kierunki świata. To podstawa podstaw – jak tego nie potrafi zrobić (czy to instynktownie, czy za pomocą kompasu (nie polecam, ale o tym później) czy komórki), to nawigatorem taki osobnik być nie może.Co do określenia gdzie, drużyna się znajduję, to musi to zrobić przez współrzędne geograficzne (używane w danym scenariuszu), na mapie i opisowo. Co do zadania 2, nawigator zazwyczaj  dostaje położenie celu czy to na mapie, czy  to przez współrzędne czy to opisowo (np. 500 metrów w tamtą stronę, koło jeziorka). Nawigator musi umieć przekształcać położenie między tymi 3 sposobami – także opisowym, co wielu zapomina. Zadania 3 i 4 są do siebie bardzo podobne, ale mimo wszystko trochę się od siebie różnią. Widziałem osoby, który umiały zrobić 3, a nie umiały 4 i na odwrót.

Ważność  funkcji nawigatora

Oczywiście, trzeba też sobie zadać jedno pytanie, jak ważne funkcja nawigatora jest w praktyce. I tu wiele zależy od scenariusza. W wielu scenariuszach, nie tylko strzelankowych, ma ona minimalne lub zerowe znaczenie. Ewentualnie, potrzeba jednego nawigatora na oddział tak duży, że w drużynie, on się prawdopodobnie nie przyda. Ale nawet wtedy, warto na wszelki wypadek mieć nawigatora. Przykładami, większych wydarzeń, gdzie nawigator miał mniejsze znaczenie, są np. Combaty czy scenariusze 1,3,4 na Echo.

 

Nawigator zaczyna jednak mieć kluczowe znaczenie, gdy pojedyncze drużyny operują na dużym obszarze – tak jak się odbywało na Foxtrocie czy Charlie. A lokalnie, to na scenariuszach z serii “Zadania”. Odnajdywanie drogi do celu i szybkość tego robienia, nabiera tam dużego znaczenia, by nie powiedzieć, że jest kluczowa i często jest czynnikiem decydującym o zwycięstwie.

Dlatego, też podczas takich akcji, dobór nawigatora jest kluczowy i (jeśli nie ma “etatowego” nawigatora w drużynie), to wyznaczenie jego powinno iść w pierwszej kolejności, jeszcze przed medykiem i RTO, tuż po dowódcy. Ważne jest jednak, by dokonać wyboru dobrego, a nie pierwszego chętnego. Nie raz widziałem, oddziały błędnie prowadzone przez swoich nawigatorów, pomimo, iż obok “nawigatorów” stali ludzie, którzy mogli by dobrze ich poprowadzić. Z moich oszacowań wynika, iż w każdej drużynie, znajduje się 33-50% ludzi, którzy mają potencjał by był co najmniej dobrym nawigatorem. Nie trzeba więc, zostawiać przy złym wyborze.

 

Z drugiej, strony, o ile wybór dobrego nawigatora jest kluczowy, to podczas strzelaniny, nawigator nie powinien być oszczędzany i powinien być traktowany jako zwykły szturmowiec. Śmierć nawigatora, nie spowoduje wyłączenie oddziału z gry, jak np. śmierć medyka. Powodem ku temu jest przede wszystkim, to, iż o ile w wielu milsimach funkcji medyka nie można przekazywać, to nawigator jest funkcją spoza zasad gry. Tak samo, jak rola dowódcy, może być w koło przekazywana. Ważne tylko, by “główny” nawigator, nie założył swojej nieśmiertelności i przygotował innych do pełnienia tej funkcji, dzieląc się zgromadzonymi materiałami.

 

Tu oczywiście pojawia się jeszcze ważne pytanie: czy warto być nawigatorem? Czy ta funkcja daje przyjemność i satysfakcję? Tu zależy dużo od preferencji osoby. Nawigator, ma dużą i cichą satysfakcję z dobrego wykonania swojej roboty i przyczynienia się do sukcesu swojej drużyny. Z drugiej strony jest to od niego oczekiwane i dopóki coś nie pójdzie nie tak, większość drużyny nie będzie zwracało na to uwagi. Ale jeśli coś pójdzie nie tak, to nawigator jest pierwszy do usłyszenia  skarg i zarzutów, niezależnie od tego czy on zawinił. To on oberwie wściekłość drużyny jeśli nie trafi ona do celu, niezależnie kto jest winny, czy dowódca (bo nie przeczytał rozkazów), RTO (bo źle przekazał info od dowództwa) czy wręcz HQ (bo błędnie podało współrzędne)(i tak miałem do czynienia z każdym z tych przypadków).

 

Niezależnie od tego, w ASG pełniłem funkcję dowódcy, RTO, medyka, Rkmisty, nawet zwiadowcy (tak, do tej pory się dziwię temu dowódcy) i mogę szczerze powiedzieć, iż funkcja nawigatora jest moją ulubioną, dającą mi więcej satysfakcji niż którakolwiek z innych.

Co odróżnia dobrego nawigatora od bardzo dobrego

W miarę oczywiste, jest, że dobry nawigator musi przede wszystkim wykonać te 4 zadania, podany w pierwszym paragrafie – w szczególności, zadania 1,2 i 4. Jeśli nie potrafi wykonać któregoś z tych zadań, to nie nawigator, a “nawigator” który bardziej szkodzi, niż pomaga. Takiego “nawigatora” należy jak najszybciej zmienić  i znaleźć lepszego. Jak mówiłem, to nie jest nie możliwe, w każdej drużynie jest wielu zdolnych na tyle by temu podołać. Ale jeśli już mamy dobrego nawigatora, to czym odróżnia się dobrego od bardzo dobrego?

  • Szybkością działania – rzecz w miarę oczywiste, ale czy nawigator jest dobry czy bardzo dobry, dużo zależy od szybkości, jego działania. Czy na określenie trasy potrzebuje 5 sekund czy 5 minut, to jest kwestia decydująca jak jest dobry. Oczywiście, na szybkość określenia gdzie kto jest dużo wpływa styl nawigacji i gry, ale nawigator musi szybko wykonywać swoje zadanie nr 1, niezależnie czy nawiguje elektronicznie czy “tradycyjnie”. Drużynę nie obchodzi w jakiego stylu nawigator używa –  to co obchodzi drużynę jest kwestia by te zadania były wykonane dobrze.
  • Doskonałością wykonywanie zadania nr 3 – innymi słowy, umiejętność, nie tylko wyznaczenia trasy, ale zrobienia tego jak najlepiej. By dotrzeć do punktu jak najszybciej, zmęczyć się jak najmniej i pozostać niewykrytym (chyba że chce się być wykrytym). Czasem te punkty się wzajemnie wykluczają i wtedy zadaniem nawigatora, jest tak dopasować trasę do wytycznych dowódcy, by pasowały do danej sytuacji. To jest sztuka, a nie nauka i najlepiej zyskać tą umiejętność w praktyce
  • Uwzględnieniem dodatkowych czynników podczas wyznaczania trasy – na trafiacie na rozlewisko, którego  nie było wcześniej i nie wiadomo jak daleko idzie? Widzicie stanowisko obrony nieprzyjaciela? To nawigator, na szybko musi uwzględnić, te informacje w planowanej marszrucie. Musi przewidzieć, które z obszarów są niedostępne, a które są. Im lepiej nauczy się to uwzględniać, to tym lepszym będzie nawigatorem.
  • Orientowanie się o sytuacji na polu walki – co ważne, nawigator musi się mniej więcej orientować nt. sytuacji w polu. Musi wiedzieć, gdzie istnieje ryzyko ataku, a które obszary są bezpieczne. Musi wiedzieć, gdzie trwają walki, gdzie jest linia wroga etc.
  • Szybkości zmiany trasy jeśli pojawi się pomyłka – niech nikt się nie łudzi, że zawsze dobrze pokieruje drużynę. Ważne jest, jednak, iż jeśli pomyłka zostanie wykryta, to reagować szybko. Nie iść do przodu, na zasadzie “byle do przodu”, tylko szybko skorygować błąd. Jeśli, potrafi zrobić to w biegu, to dowód świetnego nawigatora
  • By ewentualne błędy i swoje pomyłki, wyłapywał jako pierwszy – to rzecz wtórna, do poprzedniego punktu, ale warto, by to nawigator sam wyłapywał swoje pomyłki. Z dwóch powodów – on jako pierwszy ma szansę się zorientować, czy coś jest zgodne z planem, czy jednak jest się gdzieś indziej. Drugi powód, to fakt, iż często można ukryć pomyłkę przed resztą drużyny, a co za tym idzie zapobiec upadkowi morali. Oczywiście, wymaga, to ciągłego i stałego sprawdzania, czy to elektronicznie czy też obserwując teren wokół czy idziemy zgodnie z planem.
  • Przygotowaniami – bycie nawigatorem to nie tylko zdobycie umiejętności potrzebnych do nawigacji. To także przygotowanie się do każdego scenariusza oddzielnie. Ale o tym w jednym z następnych punktów

Nawigator a dowódca

Jak, tak się przeczyta poprzednie paragrafy, to można sobie zadać pytanie, czy przypadkiem cześć pracy nawigatora nie pokrywa się z dowództwem, lub ewentualnie czy połączenie tych funkcji nie ułatwiło by procesu wyznaczenia trasy?

I tak i nie.

Na pewno wyznaczanie trasy byłoby uproszczone, dowódca lepiej wie jak chce działać. Dodam także, iż wielokrotnie widziałem drużyny, które tak działały. Także sam wielokrotnie obejmowałem dowodzenie, nie rezygnując z nawigacji (bo, i tak bym non-stop poprawiał nawigatora, po co ludzi denerwować). I wciąż nasza drużyna mogła odnosić sukcesy. Więc można tak działać, ale uważam to za nie najlepszy pomysł

Dlaczego? Z dwóch powodów

  • Zarówno dowództwo, jak i nawigowanie to pełne poprawne funkcję. Fakt, połączenie, ich ubywa część rzeczy do zrobienia, ale i taki pełniący obie funkcję, ma dużo za dużo na głowie. A jak ma się za dużo na głowie, łatwiej popełnić błąd i lub czegoś nie zauważyć. Spada też efektywność
  • Jeśli, ktoś pełni obie funkcje, to staje się kluczowym, by nie zginął. Jak zginie, to cios w drużynę jest spory. Zmusza, to do pozostawania z tyłu i zbytniego ubezpieczania danej osoby. A jak jeszcze się zdarzy sytuacja  że pełni funkcję RTO, AT, to człowiek się zaczyna zastanawiać, po co są inne osoby w zespole

Nawigacja przygotowaniami stoi!

Osobiście, uważam, iż blisko 50% sukcesu w nawigacji, to przygotowania przed strzelaniem (40% to umiejętności, a 10% to spokój). Co rozumiem przez przygotowania przed strzelaniem?

  • W przypadku tzw. nawigacji elektronicznej, to dobranie aplikacji na komórki, które będą najlepiej pasowały, do stylu tego nawigatora. Trzeba zrobić to tylko raz, bo jeśli dobrze się dobierze, programy nie trzeba dokonywać, zmian. Osobiście mocno odradzam Google Maps, a polecam TrekBuddy i Custom Maps (o ich zaletach, pójdzie pewnie oddzielny wpis na bloga).
  • Przygotowanie map  – tych elektronicznych, do aplikacji jak i tych w wersji papierowej (zazwyczaj zalaminowanej) – zazwyczaj to trzeba zrobić raz dla danego terenu, wielokrotnie, tereny się pokrywają, więc nie trzeba robić  tego dziesiątki razy.
  • Zapoznanie się z terenem i położeniem punktów w scenariuszu – to trzeba robić, za każdym razem oddzielnie. W przypadku nawigacji elektronicznej, warto sobie przygotować, jak najbardziej szczegółowy plik z GPX, który wrzucić do telefonu i do innych urządzeń z nawigacją. Warto dobrze popatrzeć, gdzie są górki, gdzie są drogi, gdzie są bagna etc.  Z góry określić najlepsze sposoby dojścia do ujawnionych z góry punktów scenariusza itd.
  • Co ważne, warto zadbać, by  materiały (pliki GPX, mapy elektroniczne i papierowe) przygotowane przez nawigatora były w rękach co najmniej 2 innych członków drużyny (w tym dowódcy). Ideał, byłby, gdyby każdy członek drużyny, je miał, ale to rzadko się już udaje. Zabezpiecza, to drużynę, przed utratą nawigatora, a jak pisałem, 50% sukcesu to przygotowania.

 

Był sobie kompas

I tak na koniec kwestia kompasu w nawigacji. Nie raz, słyszałem jak mówiono, że w celu by się nie gubić, każdy członek drużyny powinien mieć kompas. Albo Garmin Foretrex 401 jest znacznie lepszy od 301, bo ma kompas magnetyczny, a nie tylko na GPS.

Ta, jasne.

Na te 30 moich nawigacji, potrzebę kompasu odczułem w około co 3. W ⅓  takich przypadków zapomniałem że zapakowałem kompas, w dalszych ⅓ przypadków nie chciało mi się go wyciągać. W obu przypadkach zawsze rozwiązywałem problem bez użycia kompasu i robiłem to dobrze.

Aha!, ale w 1/10 przypadków chciało mi się wyciągać i to zrobiłem tak! Więc kompas warto mieć!

Ta, jasne.

W ⅓ przypadków (czytaj to już jeden scenariusz;p) kompas wprowadził nas na manowce, oszukał etc.

To co wielu ludzi zapomina, to to, iż w AEGach, są silniki. Silniki oznaczają magnesy. W lepszych silnikach, to są magnesy neodymowe – a to oznacza, iż kompas wskaże nie tyle biegun magnetyczny ziemi, co najbliższy silnik (lub by być dokładniejszy będzie to wypadkową tych dwóch położeń).

Można temu przeciwdziałać, nie wszystkie repliki mają ten problem (HPA czy sprężyny, słabsze AEGI), ale dla mnie i dla wielu ten problem jest istotny. Można schować kompas w oddali od silnika, ale jeśli przypadkiem je zbliżymy, to nie mamy pewności czy igła nie będzie źle namagnesowana. W teorii można upłynąć sporo wody w Wiśle zanim jej użycie będzie prawidłowe.

Wiem, iż wielu się ze mną nie zgodzi, ale z tych powodów, nie ufam kompasom w ASG (choć zazwyczaj nosze jeden ze sobą).