Relacja z Zimowego Combata

Oryginalnie, relacja została opublikowana, na naszym FP na FB – link tutaj https://www.facebook.com/GrupaAsgOlsztyn/posts/351743655211399

W dniach 13-15 stycznia nasza grupa wzięła udział w Zimowej Edycji Combat Alert.
DZIEŃ I
W sumie skład naszej ekipy wchodziło 9 osób – Ulat, Vim, Jacek, Donald, Oskar, Pisanek, Sobota, Tata i syn Denert. W sumie zebrało się tego 4 auta. Pierwsze dwa auta, z 6 osobami na pokładzie, były na miejscu tuż przed godziną otwarcia rejestracji – czyli mniej więcej na godzinę 17. Po schronowaniu (niestety bez naklejek) i odebraniu przepustki (i krówki) wjechaliśmy na teren jednostki. Tam odnaleźliśmy koszary RW. Byliśmy zakwaterowani w hotelowych warunkach – w odnowionych 3 osobowych pokojach. Po ostrzeżeniach ludzi, którzy byli na szkoleniu dowódców w zeszłym roku, spodziewaliśmy się najgorszego i tak się przygotowaliśmy. Okazało się to całkowicie nie potrzebne – zakwaterowaniu nie można nic zarzucić.
Po dopełnieniu formalności zapisaliśmy się z powrotem do Dragona, który na zimowym był w sile 19 osób pod dowództwem (bardzo niezadowolonego z tego faktu) Pikeja. W sumie w RW było koło 100-105 graczy (w KZ było koło 65-70 – by nie było scenariusz był szykowany na 150 vs 50). Atmosfera w koszarach była wspaniała, czego nie popsuł nawet wieczorny apel. Po przygotowaniu szpeju i podziale na oddziały (dowódcom, nie powiedziano kto będzie i nie mogli tego zrobić wcześniej) poszliśmy spać.
DZIEŃ II – Szkolenia
O 5:10 odbyła się zaprawa, po której udaliśmy się na śniadanie (jak to określił Jacek w standardzie obozu harcerskiego). O 7 miało się rozpocząć szkolenie teoretyczne, ale wpierw musieliśmy wysłuchać połajanki, iż mamy się więcej nie spóźniać. Po tej połajance wygłoszono kilka wykładów m.in. o łączności, o procedurze wzywania wsparcia artyleryjskiego, o sposobach obrony przeciw lotniczej, co to są zapory lądowe. Po tych wykładach wróciliśmy po szpej i udaliśmy się piechotą na strzelnicę. Tam wysłuchaliśmy kolejnego apelu, na którym przedstawiano kolejne stanowiska ćwiczeniowe.
I tak było m.in. rozstawianie min, walka wręcz, prezentacja sprzętu 15 Brygady, obsługa radiostacji, prezentacja wyrzutni spike i Komar, stanowisko PLOT. I tu trzeba powiedzieć, iż jak wszyscy spodziewali się, iż te szkolenia będą zapychaczami w stosunku do właściwej zabawy, to okazały się one lepszą atrakcją niż samo strzelanie. Tak naprawdę jedyną ich „wadą” było to iż tak krótko trwały. Mimo to żołnierze zrobili wszystko byśmy wynieśli jak najwięcej z tych ćwiczeń. Ogólnie te części, za które odpowiedzialne było wojsko, było zdecydowanie najlepiej zoorganizowane – nawet ich przemowy, były najlepsze:).
A co do ćwiczeń: na rozstawianiu min można było zobaczyć procedurę uzbrajania i rozbrajania czasu – niestety z powodu małego czasu, nie zdążyliśmy sami ich rozstawić.
Na prezentacji sprzętu zanudzaliśmy wojskowych „A ile to pali?”, a oni w podzięce dawali nam naprawdę ciekawe historie.
Jednym z lepszych stanowisk było stanowisko szkolenia do walki wręcz, gdzie instruktor kraav magi, udzielał nam szybkiego szkolenia.
Niestety, z powodu zbyt dużej liczby osób, szkolenie na sprzęcie do łączności było trudne do słuchania. Za to wykorzystaliśmy ten czas do rozmowy z łącznikiem w naszej grupie – weteranem misji w Afganistanie
Drugim pretendentem do tytułu najlepszego stanowiska było stanowisko obrony plot, gdzie można było ćwiczyć repliki rakiet GROM na dronie, lub obserwować w akcji ekipę działka ZSU-23.
Na ostatnim stanowisku, mogliśmy podziwiać rakiety Spike, oraz starego dobrego Komara.
Po wszystkim odbył się apel, na którym dowiedzieliśmy się, iż organizacje proobronne muszą się ujednolicać, po czym nadszedł czas na obiad. Coś co było opisane jako grochówka, okazało się być przepysznym obiadem składającym się z grochówki, żeberka, kiełbaski, ogórka, pieczywa, ciasta, soku i herbaty.
DZIEŃ II – STRZELANIE
Po obiedzie udaliśmy się zorganizowaną grupą do kolumny transportowej, na którą się składały: 2 czołgi (na początku i końcu), 2 BWP, 8 Starów(w tym jeden szpital), 1 karetka. Widok robił wrażenie:). Wszyscy co byli na Letnim CA pamiętają tłoczenie się po 25 w Starach – tym razem Dragon dostał do swojej dyspozycji 2 Stary (6 i 7 w szyku). W sumie prócz naszej drużyny, w naszym starze była jedna osoba – innymi słowy – 10 osób w Starze:). Gdy ruszyliśmy czuć było klimat – widok czołgu jadącego Star za nami robił wrażenie. Konwój ruszył koło 13:30(1 na mapce). Przez pierwsze półgodzinny z wolna jechaliśmy po drodze czołgowej – nawet nasze pojazdy miały problem się po niej przemieszczać. Gdy dotarliśmy do mostku(2) na rzeczce Dziękałówce(koło godziny 14:00), zwiad poinformował o zaobserwowaniu maskałatów lesie. Po chwili przód konwoju został zaatakowany. Zwiad trzymał most, a w tym czasie Dragon z Centaurem wyskoczyły ze Starów i manewrem okrężnym zaatakowaliśmy od lewej zadając duże straty, przy minimalnych własnych – był to duży sukces naszych oddziałów. Całe starcie było stosunkowo krótkie, ale za to bardzo satysfakcjonujące. Gdy ruszyliśmy dalej, minęliśmy młyn i dotarliśmy w pobliże bunkru. I tam zaczęło się źle dziać. Większość sił RW(4 z 7 Starów, BWP, Czołg – w sumie 50-60 ludzi) stało(3) i czekało by coś robić. I tak mniej więcej od 14:45 do 16:15 czekaliśmy i się nudziliśmy. Gdy nasi towarzyszy z kompanii Cerber i Lewiatan walczyli, nam orgowie zakazali iść w pomoc. Jeśli się doda, iż podano naszym zły punkt, do końcowego apelu wszyscy uznawaliśmy, iż opanowaliśmy ten punkt, to całość pozostawia bardzo zły smak i daje dużo znaków zapytania w stosunku do orgów.
Następnie mieliśmy uderzyć na P10 (4). Na szczęście tym razem mogliśmy użyć większe siły. Główne uderzenie(bodaj Cerber i Lewiatan) przy wsparciu czołgów czołgów szło drogą, zaś w tym czasie my z Dragona oskrzydlaliśmy skrajem lasu. Las czyścił Taurus. Plan zadziałał perfekcyjnie – od pierwszych strzałów do końca minęło około 5 minut. Wycofujące się przed głównym uderzeniem siły KZ wpadły na nas i poniosły straty. Jedynym problem był, fakt friendly fire pomiędzy 1 drużyną Dragona a Taurusem, ale ogólnie cały szturm był prawie bez strat. Następnie nastąpił powrót na Stary i ruch na bunkier P6 (5)
Plan polegał na wykorzystaniu wsparcia BWP, by podejść pod samo wejście. Niestety dzięki „pomyłce” orgów zamiast pod bunkrem z desantowano nas 200-300 metrów dalej. Nie było także obiecanego wsparcia pancernego. Zamieszanie jakie to wprowadziło, trwało dłużej niż całe starcie na P10. Ostatecznie dotarliśmy do P6 koło 17:10. Tam zastaliśmy dobrze przemyślaną obronę (gałęzie w środku, latarka na strobo umieszczona) oraz bandę termoszących obrońców (jak się okazało na podsumowaniu orgowie pochwalają tego typu obrońców). Gdy próbowaliśmy się dostać do środka (1 drużyna Dragona w tym czasie trafiała obrońców przez wloty strzelnicze z prawej) od tyłu wykorzystując jako osłonę trupy 2 KZ zadała nam spore straty.
By nie było, to nie jest zarzut dla tej dwójki KZ – wybrali idealny kierunek ataku. To zarzut względem trupów, które stały bardzo blisko realnego starcia, niemal półkolem co utrudniało samą walkę – jako ciekawostkę dodam, iż zdarzało się, iż odgłosy trafienia w trupy, były interpretowane jako trafienie w jeszcze grających co powodowało oskarżenia o terminatorkę. Ogólnie liczba kwasów podczas tego starcia przekroczyła wszelkie proporcje.
Choć do końca gry zostało jeszcze sporo czasu orgowie podjęli decyzję o końcu respów (przynajmniej dla RW), po czym gdy 1 drużyna wdarła się do bunkra, zakończyli walkę na ponad godzinę przed czasem.

P O D S U M O W A N I E
Trudno mi ocenić całość manewrów. Z jednej strony zakwaterowanie i szkolenia były na najwyższym poziomie, tak samo współdziałanie z wojskiem, było czuć klimat, 1 starcie było naprawdę wspaniałe – wręcz po nim myślałem, iż Zimowe CA będzie lepsze od Snafu (ale potem zaczęło się psuć). Nie wspomniałem jeszcze o największym atucie, który powoduje, iż ludziom się podoba – atmosfera w Dragonie była pierwsza klasa.
Z drugiej strony fakt, iż więcej było nudzenia(niektórym robiło się nie dobrze od ciągłego wdychania Starów) niż działania, zakaz wsparcia towarzyszy, chwalenie termosów, wydawanie odgórnych rozkazów, zakończenie o godzinę wcześniej manewrów, zachowania się trupów i ogólne kwasy znacząco obniżają ocenę.
Czy było jednak warto pojechać? Dla szkoleń i Dragona – tak.

Zdjęcia od Radio Olsztyn, Ulata, Vima, Pisanka, FP CA, BRT Team.